Kurs Turystyki Zimowej

Kurs Turystyki Zimowej

W dniach 7-9.12 wzięliśmy udział w Kursie Turystyki Zimowej prowadzonym przez przewodnika tatrzańskiego Artura Zwatrzko z Ludzi Gór. Naszą bazą wypadową było, zachwycające swoim urokiem, schronisko PTTK w Dolinie Roztoki (1031 m n.p.m.). Do tego pogoda prawie jak z bajki (ok. -15 stopni Celsjusza, co prawda, śniegu mogło być trochę więcej, ale co najważniejsze, był :)), mała ilość uczestników – czego chcieć więcej?

Mroźne powitanie

Zbiórka uczestników kursu zaplanowana była na godzinę 19:00 na Palenicy Białczańskiej. My dotarliśmy na parking ponad godzinę przed czasem i po opłaceniu postoju postanowiliśmy poczekać w samochodzie, gdyż temperatura na zewnątrz nie zachęcała do jego opuszczania. Ok. 10 minut przed „godziną zero” na parkingu zameldowało się kolejnych 2 uczestników i w takim gronie czekaliśmy na przewodnika. Droga do schroniska zajęła nam pewnie 40 minut.

Po przebraniu się, zjedzeniu kolacji, oglądnęliśmy film „LAWINY” z serii Akademii Górskej TOPR, po czym zapoznaliśmy się z różnymi rodzajami detektorów lawionowych. Dla nas wszystkich było to pierwsze spotkanie z tymi urządzeniami.

Niestety, powrót do schroniskowego pokoju okazał się najmniej przyjemną częścią dnia. W pokoju było przeraźliwie zimno, czego przyczyną był zapowietrzony kaloryfer. Szczęśliwie w następnych dniach udało się uporać z tym kłopotem.

Dzień pierwszy

Po przepysznym śniadaniu, pierwsze godziny soboty upłynęły na pracy z mapą i kompasem. Artur poświęcił temu tematowi sporo czasu, skupiając się w głównej mierze na wyznaczaniu azymutów.

Następnie czekała nas wycieczka – po ubraniu odzieży turystycznej, zameldowaliśmy się przed schroniskiem, gdzie każdy z nas dostał „trójcę lawinową”. Sprawdziliśmy, czy detektory funkcjonują prawidłowo i udaliśmy się na szlak zielony do Wodogrzmotów Mickiewicza (1100 m n.p.m.), następnie czerwony do Polany pod Wołoszynem (1250 m n.p.m.), skąd jeszcze kawałek kontynuowaliśmy drogę szlakiem czerwonym, aby w pewnym momencie wyznaczyć drogę do szlaku czarnego, którym ostatecznie doszliśmy do Rusinowej Polany (1210 m n.p.m.). Tutaj uczyliśmy się obsługi detektorów, szukając zakopanych w śniegu urządzeń. Niestety bardzo mała ilość białego puchu spowodowała, że nie było sensu korzystania z sond lawinowych, więc każdy z nas je tylko rozłożył i złożył.

Szlakiem niebieskim wróciliśmy do schroniska, gdzie czekał na nas upragniony obiad. W drugiej części dnia porozmawialiśmy o sprzęcie turystycznym, wyposażeniu apteczki i skupiliśmy się na pierwszej pomocy. Każdy z nas miał możliwość przeprowadzenia pozorowanej akcji resuscytacyjnej z wykorzystaniem fantoma. No i jeszcze czekało nas wieczorne poszukiwanie detektorów ukrytych w okolicy schroniska.

Dzień drugi. Czas na pożegnanie.

Dolina Pięciu Stawów Polskich (1672 m n.p.m.) była celem kolejnego dnia kursu. Zanim jednak wyruszyliśmy na szlak, przypomnieliśmy sobie, jak na podstawie mapy policzyć czas przejścia, uwzględniając różnicę przewyższeń i warunki zimowe.

Dojście do schroniska nie nastręczało żadnych trudności, a podczas zejścia szlakiem czarnym mieliśmy możliwość założenia raków i sprawdzenia, jak się w nich chodzi. Ja doceniłem zalety raków… po ich zdjęciu, gdy okazało się, że jest całkiem ślisko :). Niestety, mała ilość śniegu ponownie pokrzyżowała nam plany i nie skorzystaliśmy z niesionych przez nas dzielnie czekanów.

Na pożegnanie zjedliśmy w schronisku obiad, porozmawialiśmy o GPS-ach i czas było się pożegnać. Nam pozostał powrót na Palenicę i, już w ciepłym samochodzie, do Katowic.

Krótka refleksja

Relacja z całą pewnością nie oddaje, że było bardzo interesująco, że robiliśmy wiele ciekawych rzeczy. W moim przekonaniu 2 dni to trochę za krótko, aby omówić wszystko dokładnie. Aura, która nie pozwoliła w pełni wykorzystać kursu, w pewnym sensie nam sprzyjała, gdyż mieliśmy więcej czasu na pozostałe kwestie. Niemniej zdecydowanie polecam ów kurs, gdyż przy dobrej zabawie nauczyliśmy się bardzo dużo!

Galeria

X

Podoba Ci się nasz blog? Dołącz do nas na Facebooku!

Udostępnij
+1
Tweetnij
Przypnij