Tatry

Zimowe Tatry Zachodnie – Grześ i Rakoń

Zimowe Tatry Zachodnie – Grześ i Rakoń

Piękna zima w górach trwa, co niestety nie idzie w parze z moim zdrowiem. Pierwszy tydzień lutego przechorowałem, a teraz, pisząc te słowa, również zaprzyjaźniam się z łóżkiem i walczę z gorączką. Z tego wszystkiego z bardziej i mniej ambitnych planów udało się zrealizować, tylko i aż, zimową wycieczkę na Rakoń (słow. Rákoň, 1879 m n.p.m.). Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, czy jakoś tak :).

Jesień na Czerwonych Wierchach

Jesień na Czerwonych Wierchach

Dzwonek w telefonie przerwał błogą ciszę, trochę zdezorientowany spojrzałem na zegarek – 3:30. No tak, przecież zachciało mi się jechać w Tatry, wykorzystując ostatni dzień zapowiadanej, ładnej pogody. Jutro ma już być biało. Z jednej strony mam nadzieję, że ten śnieg będzie chwilowy, stopnieje i złota jesień powróci na szlaki, z drugiej nie mam zamiaru przegapić dogodnej okazji na wypad. Rok temu, za sprawą choroby, nie udało mi się zobaczyć Czerwonych Wierchów jesienią, więc tym razem motywacja jest bardzo mocna. Upewniłem się jeszcze tylko, czy czasami prognozy przez noc nie uległy jakiemuś gwałtownemu załamaniu, wyszedłem z psiakiem na spacer (jest niesamowity pod tym względem, zawsze zwarty i gotowy, nawet o absurdalnej porze :)), wrzuciłem coś na ząb i niecałą godzinę po pobudce odpalałem silnik. Początkowo do wyjazdu próbowałem namówić Jacka, jednak był nieugięty… Jakoś nie przepada za jednodniowymi wypadami na tatrzańskie szlaki. Skutkiem tego czekała mnie samotna wędrówka.

W kolejce na Rysy

W kolejce na Rysy

Patrząc od polskiej strony – na Rysy (słow. Rysy, 2499 m n.p.m.) prowadzi jeden szlak turystyczny, tak więc wchodząc na ten najwyższy szczyt polskich gór, było nie było, trzeba przejść przez Morskie Oko. Pomimo tego, że na Rysach jeszcze nigdy nie byłem, drogę z Palenicy Białczańskiej do największego jeziora tatrzańskiego miałem „przyjemność” przebyć kilkukrotnie, dlatego celem weekendowego wypadu, oprócz samego wejścia na Rysy, było ominięcie tej, o wątpliwej atrakcyjności, drogi.

Początkowy plan zakładał dwudniową wycieczkę rozpoczynającą się w Kuźnicach, z przerwą noclegową w Piątce lub MOKu i zejście stroną słowacką. Już na etapie planowania plany uległy delikatnej zmianie, a ponieważ mogliśmy sobie pozwolić na dodatkową noc w górach, zdecydowaliśmy się na nocleg w Chacie pod Rysami.

Jak nie Sławkowski, to może Małołączniak?

Jak nie Sławkowski, to może Małołączniak?

Ten tatrzański wypad miał się odbyć rok temu. Prawie wszystko było przygotowane i zapięte na ostatni guzik, jednak na przeszkodzie stanęły upały. Skoro siedząc wygodnie w fotelu zalewał mnie pot, to jak wyglądałoby to w górach? Ostatecznie wyjazd przełożyłem na następny sprzyjający termin, czyli o rok :).

Wstępny plan zakładał dwudniowe wyjście w góry. Krótka narada z Jackiem i obydwoje stwierdziliśmy, że lepiej wyjechać z Katowic w piątek rano, niż wieczorem, aby być wypoczętym na wędrówkę. Następnie zrobił się czwartkowy wieczór, czwartkowy poranek i tym sposobem doszliśmy do wniosku, że wyjeżdżamy w środę wieczorem, znacznie przedłużając weekend. No dobra, a co z wycieczką? Zaplanowana była na dwa dni, można było ją sensownie przedłużyć o jeden, powodując, że ostatni dzień będzie lajtowy, ale przedłużyć o dwa? To raczej nie wchodziło w grę, tak więc jeden dzień był do zagospodarowania.

Gęsia Szyja na skiturach

Gęsia Szyja na skiturach

Zeszłoroczny debiut na skiturach wypadł nad wyraz pomyślnie, na tyle, że w tym sezonie nie mogłem się doczekać dogodnych warunków i weekendu, kiedy będę mógł pozwolić sobie na krótki wypad. Ze względu na brak sprzętu i małą ilość wypożyczalni (lub ich całkowity brak) w okolicach Beskidów, wybór padł na Tatry. A ponieważ miał to być kolejny skiturowy „pierwszy raz”, tym razem bez uczestnictwa przewodnika / instruktora, wybrałem łatwą trasę na reglowy szczyt, Gęsią Szyję (1489 m n.p.m.), przez Rusinową Polanę, pod względem lawinowym dość bezpieczną (spore opady śniegu w ostatnich dniach miały wpływ na wybór) z przyjemnym zjazdem i namówiłem Jacka.