Chełmiec w trybie „slow motion”

Przez wiele lat uważano, że najwyższym szczytem Gór Wałbrzyskich jest Chełmiec (851 m n.p.m.). Ostatecznie okazuje się, że jest on ciut niższy od Borowej (853 m n.p.m.), ale to właśnie ten niższy wierzchołek znalazł się na liście szczytów należących do Korony Gór Polski.

Początkowo wycieczkę na Chełmiec planowaliśmy odbyć w tym samym dniu w którym wchodziliśmy na Waligórę, jednak życie zweryfikowało te plany. Wyszło na to, że potrzebujemy ciut więcej czasu niż zazwyczaj na zebranie się :), jednym słowem wdrażamy swego rodzaju „slow motion”.

„#Yeti40” – Marcin Tomaszewski

„Od zawsze trwam w przekonaniu, że marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia – po to są” pisze Marcin Tomaszewski we wstępie swojej książki. Już po tych słowach wiem, że zapowiada się dobra lektura.

Waligóra na spokojnie, czyli nasz debiut 2+1+pies

Wiedzieliśmy, że narodziny Córeczki zmienią wiele w naszym poukładanym życiu. Ale żeby aż tak? :). W końcu przyszedł czas na pierwszy wyjazd i co się z tym wiąże, pierwszą górską wędrówkę. Nie mieliśmy zamiaru szarżować na początek, bo po pierwsze był to powrót Ani na szlak po dłuższej przerwie a dodatkowo było więcej pytań, niż odpowiedzi. Ile zabrać pieluch? Co z przewijaniem? Jak Ją ubrać? Ile ciuszków zabrać na zmianę w razie jakiejś awarii, i tak dalej…

Sudety, jako kierunek, wybraliśmy w miarę naturalnie. Do Korony Gór Polski zostały nam trzy szczyty z tego obszaru, spośród których żaden nie jest szczególnie wymagający, za to można zrobić przyjemne, niedługie spacery.

„Górska korona Polski” – Bartosz Andrzejewski

Korona Gór Polski. Któż o niej nie słyszał? Dla jednych zakwalifikowane do niej szczyty są wyznacznikiem kolejnych górskich wycieczek. Dla innych stanowi sportowy wyczyn. Jeszcze inni przechodzą obok niej całkowicie obojętnie.

Było kwestią czasu, kiedy powstanie książka omawiająca wejścia na poszczególne szczyty, a że sami jesteśmy na zakończeniu naszej przygody z koroną to z ciekawością zabrałem się za czytanie „Górskiej korony Polski” pióra Bartosza Andrzejewskiego. Ciekawość dodatkowo podsycały przeczytane dotychczas recenzje. Pozytywne.

Tatrzański Mnich z wisienką na Wrotach Chałubińskiego

Mnich zawsze kojarzył mi się z niedostępnością. Niedostępnością dla mnie, jako turysty. Wspinaczka za bardzo mnie nie pociąga, choć nie mogę powiedzieć, abym jej sensownie skosztował. Cały czas planuję wybrać się na ściankę i zobaczyć, z czym to się je, jednak plany co chwilę przekładam.

Pomimo owej niedostępności, pod wpływem artykułu i zdania zapadającego w pamięć, pomyślałem o wejściu na Mnicha. „Droga ‚przez płytę’ jest w zasięgu każdego sprawnego turysty”, a ponieważ jeszcze za takiego turystę się mam, postanowiłem namówić Jacka i spróbować swoich sił.

Aparat w góry, czyli czym fotografujemy

„Jaki sprzęt fotograficzny zabieracie w góry?”, „Czym fotografujecie?”, „Jaki aparat polecacie w góry?”, „Jakich używacie obiektywów” – to tylko niektóre z pytań, które trafiają na naszą skrzynkę. Tak oto powstał pomysł na wpis, w którym dzielimy się naszymi przemyśleniami związanymi ze sprzętem fotograficznym, skupiając się na naszym rozwoju w tym zakresie.

„Potęga gór” – Krzysztof Mikucki

W moje ręce trafiła kolejna książka o tematyce górskiej, jakże inna niż wszystkie. Nie znajdziemy w niej biografii, nie znajdziemy opisu wejścia na szczyt, czy też relacji z jakiejś akcji górskiej. Pomimo tego jest to książka do której czuję, że będę wracał. Dość często.

„Dziennik Himalajski i inne pisma Jakuba Bujaka” – Magdalena Bujak-Lenczowska

Tuż przed wybuchem II wojny światowej wyruszyła Pierwsza Polska Wyprawa Himalajska, której celem był siedmiotysięcznik Nanda Devi East. Jednym z członków ekspedycji, i późniejszym zdobywcą szczytu, był Jakub Bujak. Książka jest zbiorem Jego pism, artykułów, które dotychczas często nie były publikowane, a ujrzały światło dzienne dzięki staraniom córki – Magdaleny Bujak-Lenczowskiej.

Z Kasiny na Luboń Wielki, czyli mozolne zakończenie Małego Szlaku Beskidzkiego

Podczas ostatniej wycieczki Małym Szlakiem Beskidzkim doszliśmy do Kasiny. Luboń Wielki czekał. Do zakończenia naszej przygody ze szlakiem zostało więc około 25 kilometrów. Postanowiliśmy pójść za ciosem, tym bardziej, że dojazd do Kasiny mieliśmy opanowany. Przynajmniej tak nam się wydawało…

Mały Szlak Beskidzki
Za nami 137.0 km
Przed nami 0.0 km

Z Myślenic do Kasiny Wielkiej. Kontynuując Mały Szlak Beskidzki

Po trzech latach (jak ten czas szybko leci!) wróciliśmy na Mały Szlak Beskidzki. Nie mam sensownego wyjaśnienia, dlaczego odkładaliśmy powrót. Do przejścia zostały szlaki, których w przeważającej większości nie znaliśmy, więc powinno to stanowić zachętę. Za każdym jednak razem decydowaliśmy się pojechać gdzieś indziej. No ale ile w końcu można odkładać?

Mały Szlak Beskidzki
Za nami 116.6 km
Przed nami 20.4 km

Jak ukoić zmęczone stopy?

Okres wakacji to dla wielu czas wzmożonej aktywności fizycznej. Niestety, po całym intensywnie spędzonym dniu, czy to na zwiedzaniu, czy zdobywaniu kolejnych szczytów, nogi i stopy na których spoczywa ciężar naszego ciała, mogą odmówić posłuszeństwa. Dodatkowo w okresie letnim dochodzi wysoka temperatura, powodująca często opuchnięcia.

Jak poradzić sobie zatem z bolącymi, zmęczonymi nogami, czy też stopami?

Powitanie dnia na Skrzycznem

Północ. Czas przerwać ten już prawie dwugodzinny sen. Przeważnie o tej porze kładę się do łóżka, jednak tym razem jest inaczej, bo wymyśliłem sobie powitanie dnia na Skrzycznem (1257 m n.p.m.). Mapy „mówią”, że czeka nas dwuipółgodzinny marsz, więc na szlaku powinniśmy się znaleźć około drugiej, aby przed piątą cieszyć oczy spektaklem. Najwyższy więc czas się zebrać i jechać.

„Psychovertical. Przestrzeń obłędu” – Andy Kirkpatrick

Copperhead, knif, rurp, spit, skyhook i wiele innych pojęć ze świata wspinaczki jest mi całkowicie obca. Pomimo tego zdecydowałem się sięgnąć po książkę „Psychovertical. Przestrzeń obłędu”. W końcu przejście w pojedynkę jednej z najtrudniejszych dróg wspinaczkowych zasługuje na uwagę. Dodatkowo natknąłem się na opinię, że książka jest gratką nie tylko dla miłośników wspinaczki. Taka zachęta jest wystarczająca.

Leskowiec zgubiony w chmurach

Wczesna wiosna kojarzy mi się z zaśnieżonymi szczytami gór będącymi w kontraście z kwitnącymi, zieleniejącymi łąkami w dolinach. I taki obraz chciałem uchwycić na zdjęciach. Dość precyzyjnie wybrałem termin wyjazdu, poprzedzając go wcześniejszą analizą i upewniając się co do pogody. Kierunek nasuwał się sam – albo Pieniny, albo Beskid Sądecki, skąd widać Tatry i morze łąk przed nimi.

„Tatry” – Ferdynand Goetel

Myśląc o tym, jak to w tych górach drzewiej bywało, wyobraźnia nasuwa mi beskidzkie krajobrazy. Wpływ na to mają moje początki z turystyką górską, tak bardzo zakotwiczone właśnie w tych pasmach. Dodatkowo na górskich zdjęciach Rodziców również w przeważającej większości napotykam Beskidy. Tatrzańskie szczyty były mi dość długo obce, a od momentu kiedy zacząłem je poznawać, niewiele się zmieniło. Niemniej zastanawiam się, jak Tatry, czy też Zakopane i okolice, wyglądały kiedyś, dawno, dawno temu.