Beskidy Wschodnie

Dogtrekkingowy pobyt u wrót Bieszczadów

Dogtrekkingowy pobyt u wrót Bieszczadów

Dawno nie biegaliśmy… W tym roku postanowiłem wrócić do zawodów dogtrekkingowych, po trzyletniej przerwie. Dotychczasowe starty wspominam bardzo dobrze pod względem atmosfery, możliwości spotkania fajnych ludzi, czego nie mogą powiedzieć moje mięśnie – dla nich była to katorga, okupiona przez następne dni bólami. Tak to już jest, jak raz na jakiś czas zdecyduję się na bieg, bez praktycznie żadnego przygotowania. Nie polecam! W tym roku ma być inaczej, dlatego starty poprzedziliśmy treningami i dodatkowo na początku zdecydowałem się na dystans około 15 kilometrów, aby się co nieco wdrożyć.

Pełna kolorów Połonina Caryńska jesienią

Drugiego, i niestety ostatniego, dnia pobytu w Bieszczadach pogoda miała ulec poprawie, a to oznaczać mogło tylko wycieczkę :) (choć pewnie i tak byśmy ją odbyli, bez względu na aurę…). Początkowo nie było skonkretyzowanego planu, a podczas rozmów padały różne nazwy, począwszy od Tarnicy (1346 m n.p.m.), przez Połoniny, po Wielką Rawkę (1307 m n.p.m.). Ostateczna decyzja zapadła po unieruchomieniu silnika na Przełęczy Wyżniańskiej (855 m n.p.m.). No nie, że tak od razu :). Zerkaliśmy na przykrytą chmurami Rawkę, wcale nie lepiej prezentująca się Połoninę Caryńską (1297 m n.p.m.), aby ostatecznie w jej stronę skierować kroki, realizując tym samym marzenie Jacka (czego się nie robi dla przyjaciół ;))

(Nie tylko) Jesienne atrakcje w Bieszczadach

(Nie tylko) Jesienne atrakcje w Bieszczadach

Ze stwierdzeniem, że jak jesień, to tylko w Bieszczadach, pewnie większość się już spotkała, albo się spotka. W tym roku postanowiliśmy zrobić wszystko, aby choć na kilka dni zawitać w ten rejon górski, kiedy drzewa nabiorą odpowiednich kolorów (rok temu też tak planowaliśmy, ale… jakoś nie wyszło).

Nasz pobyt w Bieszczadach nie był zbyt długi, dlatego nie mieliśmy zbytnio czasu (ani też pogody), by zapuszczać się na dłuższe eskapady. Na szczęście, Bieszczady mają do zaoferowania znacznie więcej, niż „tylko” góry. Pierwszego dnia pobytu udaliśmy się w kilka miejsc, bardziej lub mniej nam znanych, ale na pewno wartych poświęcenia uwagi.

Warsztaty fotograficzne i astronomiczne Bieszczady dniem i nocą

Warsztaty fotograficzne i astronomiczne Bieszczady dniem i nocą

Pewnego dnia Ania podesłała mi intrygującego linka. Nie pamiętam dokładnie, gdzie znalazła informacje o tych warsztatach, ale nie miało to większego znaczenia. Bieszczady, kurs fotografii krajobrazowej i nocnej, możliwość „poznania” bieszczadzkiego nieba nocą – decyzja mogła być tylko jedna. Jedziemy!

I była to najlepsza decyzja.

W poszukiwaniach umownych źródeł Sanu

W poszukiwaniach umownych źródeł Sanu

Sianki były poniekąd oczywistym celem jednej z naszych wycieczek podczas weekendu spędzanego w Bieszczadach. Miejscowość ta nie jest najpopularniejszym punktem turystycznym, ale… w tych popularniejszych już byliśmy :), poza tym, Jacek wywierciłby nam dziury w brzuchach pytaniami, dlaczego tam nie poszliśmy.

Malowniczy Przełom Wetliny, czyli rezerwat „Sine Wiry”

Malowniczy Przełom Wetliny, czyli rezerwat „Sine Wiry”

W Bieszczady zwykliśmy przyjeżdżać regularnie, co roku, jednak tradycja ta zakończyła się mniej więcej pięć lat temu. W tym roku postanowiliśmy wrócić do najbardziej na wschód Polski wysuniętego pasma górskiego, spędzając tutaj długi weekend sierpniowy.

Bieszczady są nam dobrze znane, jednak wcześniej zawsze zapatrzony byłem (tak, w głównej mierze ja :)) w wyższe partie gór. Tym razem odpuściliśmy sobie górskie wypady, zapuszczając się w miejsca rzadziej odwiedzane. Jednym z nich jest rezerwat krajobrazowy Sine Wiry, o którego istnieniu (wstyd to przyznać…) dowiedzieliśmy się podczas pobytu w Sandomierzu.