Beskidy Zachodnie

Z Kasiny na Luboń Wielki, czyli mozolne zakończenie Małego Szlaku Beskidzkiego

Z Kasiny na Luboń Wielki, czyli mozolne zakończenie Małego Szlaku Beskidzkiego

Podczas ostatniej wycieczki Małym Szlakiem Beskidzkim doszliśmy do Kasiny. Luboń Wielki czekał. Do zakończenia naszej przygody ze szlakiem zostało więc około 25 kilometrów. Postanowiliśmy pójść za ciosem, tym bardziej, że dojazd do Kasiny mieliśmy opanowany. Przynajmniej tak nam się wydawało…

Mały Szlak Beskidzki
Za nami 137.0 km
Przed nami 0.0 km

Z Myślenic do Kasiny Wielkiej. Kontynuując Mały Szlak Beskidzki

Z Myślenic do Kasiny Wielkiej. Kontynuując Mały Szlak Beskidzki

Po trzech latach (jak ten czas szybko leci!) wróciliśmy na Mały Szlak Beskidzki. Nie mam sensownego wyjaśnienia, dlaczego odkładaliśmy powrót. Do przejścia zostały szlaki, których w przeważającej większości nie znaliśmy, więc powinno to stanowić zachętę. Za każdym jednak razem decydowaliśmy się pojechać gdzieś indziej. No ale ile w końcu można odkładać?

Mały Szlak Beskidzki
Za nami 116.6 km
Przed nami 20.4 km

Powitanie dnia na Skrzycznem

Powitanie dnia na Skrzycznem

Północ. Czas przerwać ten już prawie dwugodzinny sen. Przeważnie o tej porze kładę się do łóżka, jednak tym razem jest inaczej, bo wymyśliłem sobie powitanie dnia na Skrzycznem (1257 m n.p.m.). Mapy „mówią”, że czeka nas dwuipółgodzinny marsz, więc na szlaku powinniśmy się znaleźć około drugiej, aby przed piątą cieszyć oczy spektaklem. Najwyższy więc czas się zebrać i jechać.

Leskowiec zgubiony w chmurach

Leskowiec zgubiony w chmurach

Wczesna wiosna kojarzy mi się z zaśnieżonymi szczytami gór będącymi w kontraście z kwitnącymi, zieleniejącymi łąkami w dolinach. I taki obraz chciałem uchwycić na zdjęciach. Dość precyzyjnie wybrałem termin wyjazdu, poprzedzając go wcześniejszą analizą i upewniając się co do pogody. Kierunek nasuwał się sam – albo Pieniny, albo Beskid Sądecki, skąd widać Tatry i morze łąk przed nimi.

Zimą na Skrzyczne, czyli odsłona w dwóch aktach

Zimą na Skrzyczne, czyli odsłona w dwóch aktach

Zima rozpieszcza, a w Szczyrku została otwarta wypożyczalnia sprzętu skiturowego. Czy może być lepiej? No pewnie, że tak :), ale i tak jest dobrze! Co prawda w zeszłym sezonie zainwestowałem w buty skiturowe, ale na resztę sprzętu jeszcze sobie pozwolić nie mogę (czy to musi być takie drogie?). To powoduje, że ciągle jestem, chcąc nie chcąc, związany z różnego sortu wypożyczalniami, a otwarcie nowej automatycznie wyznaczyło cel jednodniowej wycieczki.

Skiturowa Rysianka

Skiturowa Rysianka

Zima w góry przyszła i pomimo tego, że to dopiero początek, to już jest lepiej niż w zeszłym sezonie. Obawiając się trochę, że być może śnieg jest chwilowy, wygospodarowałem sobie, oczywiście ku uciesze przełożonego, dzień wolnego i wybyłem w góry na foczenie. Chcąc powtórzyć zeszłoroczne zimowe wyjście, które kosztowało mnie sporo sił, za cel obrałem Rysiankę.

Babia Góra o wschodzie

Babia Góra o wschodzie

Ile można pisać o Babiej? No właśnie :).

Raczony wspaniałymi zdjęciami ze wschodu słońca na Babiej (słow. Babia hora, 1725 m n.p.m.), również uparłem się na takie wyjście. Po pierwszej niezbyt udanej próbie, z której nie przywieźliśmy spektakularnych zdjęć, czaiłem się na dzień, czy też noc, odpowiednią do kolejnego wyjścia. I jak często się zdarza, wszystko wyszło trochę przez przypadek…

Widokowo przez Baranią Górę

Widokowo przez Baranią Górę

Po tatrzańskim wypadzie wróciliśmy na beskidzkie drogi – Główny Szlak Beskidzki w końcu sam się nie przejdzie :). Tym razem chcieliśmy dojść do Węgierskiej Górki, ruszając z Wisły Głębce, co oznaczało, że skorzystamy z pociągu – projektowy debiut, oraz że przed nami prawie 30 kilometrów marszu. Wisienką na tym torcie miały być panoramy z Baraniej Góry, matki najdłużej rzeki Polski.

Wschód słońca na Pilsku

Wschód słońca na Pilsku

Rzadko, bo rzadko, ale zdarza się, że nie ja jestem pomysłodawcą, a tym bardziej organizatorem wyjścia w góry. Chyba w kwietniu Jacek dał mi znać, że wybiera się z familią na Pilsko (1557 m n.p.m.) w czerwcu i spytał, czy też się chcemy zabrać. Hmmm… Zachód i wschód słońca na Pilsku zawierał się w naszych planach górskich od jakiegoś czasu, więc czemu mielibyśmy nie skorzystać? Dodatkowo, muszę przyznać, że było to wielce kuszące, aby nie zamartwiać się noclegami, dojazdem i pozostałym kwestiami, tylko być w miarę biernym uczestnikiem :).

Nadszedł w końcu „ten” dzień i pięć osób – Rodzice i Siostra Jacka, Jacek i ja – w towarzystwie psa ruszyło na szlak z Sopotni Wielkiej. W tym wesołym gronie niestety zabrakło Ani, ale termin „przed 20-tym” każdego miesiąca nie jest najlepszy z punktu widzenia osób zajmujących się księgowością.

Powrót na Stożek, czyli kontynuacja GSB

Powrót na Stożek, czyli kontynuacja GSB

Pogoda w tym roku pozytywnie zaskakuje. Tak jak w tygodniu bywa różnie, tak w weekendy warunki są odpowiednie do wyruszenia na szlak. Tym razem deszcze i burze były zapowiadane na godziny popołudniowe, więc tak chcieliśmy ułożyć wyjście, aby stosunkowo wcześnie być na dole. Dość długo zastanawiałem się, gdzie iść i w końcu wybór padł na kontynuację GSB, a dokładnie na przejście szlaku ze Stożka na Kubalonkę. Szczerze powiedziawszy ten kawałek nie dawał mi spokoju – niby krótki, jednak dostanie się do schroniska a następnie na przełęcz pochłania kilka godzin, których nijak nie byłem w stanie upchać w kolejnej części prowadzącej do Węgierskiej Górki. A więc w sumie dobrze się to złożyło.

Jedynym minusem całego dnia było to, że szlaki te już kiedyś przeszliśmy, jednak w naszym przypadku taki jest urok Beskidu Śląskiego, który prawie cały przeszliśmy wzdłuż i wszerz – tutaj mały ukłon w stronę Wiecznej Tułaczki, gdyż mamy nadzieję, że w swoich relacjach ze zdobywania Korony Beskidu Ślaskiego wskaże kilka interesujących miejsc, które my jakoś skrzętnie omijamy…

Z widokiem na Tatry z Beskidu Śląskiego. Główny Szlak Beskidzki – pierwsze starcie

Z widokiem na Tatry z Beskidu Śląskiego. Główny Szlak Beskidzki – pierwsze starcie

Główny Szlak Beskidzki. Któż o nim nie słyszał? Jakoś specjalnie się na niego nie napalamy – w końcu pewnie ponad połowa szlaku jest nam znana, dodatkowo nie jest specjalnie zbyt widokowo – ale chcemy go stopniowo (przynajmniej na tę chwilę) przejść. Warto poznać przecież tę drugą, nieznaną, połowę :).

Wycieczka na zbójnicki szczyt – Klimczok

Wycieczka na zbójnicki szczyt – Klimczok

„Na zachodnich zboczach góry, pod szczytem, ciągnie się system zapadlisk i skalnych rumowisk, w których znajduje się kilka niewielkich jaskiń. Największa z nich, tuż pod wierzchołkiem, zwana Szczeliną w Klimczoku, miała być kryjówką słynnego zbójnika żywiecko-śląskiego pogranicza, Klimczoka. Legenda głosi, że jej korytarze ciągnęły się aż pod bielski zamek!” (Barański M.: "Beskid Śląski. Przewodnik". Oficyna Wydawnicza "Rewasz", Pruszków 2007).

Celem naszej wycieczki nie były jaskinie, a szczyt przyciągający turystów nie tylko łatwą dostępnością, ale również i pięknymi panoramami. Na Klimczoku (1117 m n.p.m.) bywaliśmy setki razy, jednak z tymi panoramami jakoś szczęścia dotychczas nie mieliśmy. Prawda jest taka, że w większości naszych przypadków widoczne bywa pobliskie Skrzyczne (1257 m n.p.m.). I tyle. Resztę skrywają chmury. Jak widzimy Pilsko (1557 m n.p.m.), czy też Babią (1725 m n.p.m.) to jest to powód do radości. A mawiają, że można i Tatry zobaczyć…

W tym dniu pogoda sprzyjała, także mieliśmy nadzieję, że naszym oczom ukaże się coś więcej niż Beskid Śląski.

Pomruki wiosny w Paśmie Pewelskim

Pomruki wiosny w Paśmie Pewelskim

Zima marudziła, marudziła i się nam znudziła. Oczywiście, czekamy na następną, mamy nadzieję, czy może raczej łudzimy się, że będzie „prawdziwa”, „inna”, z ogromną ilością śniegu, ale w tym roku już mamy dość i czekamy na wiosnę. A pierwsze jej oznaki postanowiliśmy przywitać w Paśmie Pewelskim, skąd są bajeczne wręcz widoki na Beskidy – Mały, Śląski i Żywiecki.

Śnieżne Pilsko

Śnieżne Pilsko

Niedosyt zimy, zapowiadana dobra pogoda w weekend, zakup butów skiturowych… Nie trzeba było mnie długo przekonywać, aby ten splot zdarzeń nie próbować przekuć na jakąś wycieczkę zimową, pewnie ostatnią w tym sezonie. Niesprzyjające okoliczności wyrażające się brakiem kompanów i imprezą rodzinną o 16:00 powodowały, że o Tatrach nawet nie myślałem, skupiając swoje poszukiwania tych najdogodniejszych warunków w Beskidach. Na Rysiance było całkiem ok, lecz w dolinach słabo i sporą część trasy musiałbym przejść. Drogą eliminacji zatrzymałem się na Pilsku (1557 m n.p.m.), na którym byłem w zeszłym roku na rakietach, a teraz przyszedł czas, aby zdobyć je na fokach.

Zimowa Babia Góra

Zimowa Babia Góra

Moje pierwsze zimowe wejście na Babią Górę dość długo odkładałem, czekając na dogodne warunki. Nie chciałem powtórzyć poprzedniej wizyty na Diablaku, kiedy to wschód słońca zakończył się fiaskiem, czy też ostatniej wycieczki na Rysiankę z widocznością ograniczoną do kilku metrów. Królowa Beskidów kojarzy się z rozległymi panoramami, toteż postanowiłem poczekać na odpowiednią pogodę.