Beskid Śląski


Wschód na Skrzycznem

Wschód na Skrzycznem

Północ. Czas przerwać ten już prawie dwugodzinny sen. Przeważnie o tej porze kładę się do łóżka, jednak tym razem jest inaczej, bo wymyśliłem sobie wschód na Skrzycznem (1257 m n.p.m.). Mapy „mówią”, że czeka nas dwuipółgodzinny marsz, więc na szlaku powinniśmy się znaleźć około drugiej, aby przed piątą cieszyć oczy spektaklem. Najwyższy więc czas się zebrać i jechać.

Zimą na Skrzyczne, czyli odsłona w dwóch aktach

Zimą na Skrzyczne, czyli odsłona w dwóch aktach

Zima rozpieszcza, a w Szczyrku została otwarta wypożyczalnia sprzętu skiturowego. Czy może być lepiej? No pewnie, że tak :), ale i tak jest dobrze! Co prawda w zeszłym sezonie zainwestowałem w buty skiturowe, ale na resztę sprzętu jeszcze sobie pozwolić nie mogę (czy to musi być takie drogie?). To powoduje, że ciągle jestem, chcąc nie chcąc, związany z różnego sortu wypożyczalniami, a otwarcie nowej automatycznie wyznaczyło cel jednodniowej wycieczki.

Widokowo przez Baranią Górę

Widokowo przez Baranią Górę

Po tatrzańskim wypadzie wróciliśmy na beskidzkie drogi – Główny Szlak Beskidzki w końcu sam się nie przejdzie :). Tym razem chcieliśmy dojść do Węgierskiej Górki, ruszając z Wisły Głębce, co oznaczało, że skorzystamy z pociągu – projektowy debiut, oraz że przed nami prawie 30 kilometrów marszu. Wisienką na tym torcie miały być panoramy z Baraniej Góry, matki najdłużej rzeki Polski.

Powrót na Stożek, czyli kontynuacja GSB

Powrót na Stożek, czyli kontynuacja GSB

Pogoda w tym roku pozytywnie zaskakuje. Tak jak w tygodniu bywa różnie, tak w weekendy warunki są odpowiednie do wyruszenia na szlak. Tym razem deszcze i burze były zapowiadane na godziny popołudniowe, więc tak chcieliśmy ułożyć wyjście, aby stosunkowo wcześnie być na dole. Dość długo zastanawiałem się, gdzie iść i w końcu wybór padł na kontynuację GSB, a dokładnie na przejście szlaku ze Stożka na Kubalonkę. Szczerze powiedziawszy ten kawałek nie dawał mi spokoju – niby krótki, jednak dostanie się do schroniska a następnie na przełęcz pochłania kilka godzin, których nijak nie byłem w stanie upchać w kolejnej części prowadzącej do Węgierskiej Górki. A więc w sumie dobrze się to złożyło.

Jedynym minusem całego dnia było to, że szlaki te już kiedyś przeszliśmy, jednak w naszym przypadku taki jest urok Beskidu Śląskiego, który prawie cały przeszliśmy wzdłuż i wszerz – tutaj mały ukłon w stronę Wiecznej Tułaczki, gdyż mamy nadzieję, że w swoich relacjach ze zdobywania Korony Beskidu Ślaskiego wskaże kilka interesujących miejsc, które my jakoś skrzętnie omijamy…

Z widokiem na Tatry z Beskidu Śląskiego. Główny Szlak Beskidzki – pierwsze starcie

Z widokiem na Tatry z Beskidu Śląskiego. Główny Szlak Beskidzki – pierwsze starcie

Główny Szlak Beskidzki. Któż o nim nie słyszał? Jakoś specjalnie się na niego nie napalamy – w końcu pewnie ponad połowa szlaku jest nam znana, dodatkowo nie jest specjalnie zbyt widokowo – ale chcemy go stopniowo (przynajmniej na tę chwilę) przejść. Warto poznać przecież tę drugą, nieznaną, połowę :).

Wycieczka na zbójnicki szczyt – Klimczok

Wycieczka na zbójnicki szczyt – Klimczok

„Na zachodnich zboczach góry, pod szczytem, ciągnie się system zapadlisk i skalnych rumowisk, w których znajduje się kilka niewielkich jaskiń. Największa z nich, tuż pod wierzchołkiem, zwana Szczeliną w Klimczoku, miała być kryjówką słynnego zbójnika żywiecko-śląskiego pogranicza, Klimczoka. Legenda głosi, że jej korytarze ciągnęły się aż pod bielski zamek!” (Barański M.: "Beskid Śląski. Przewodnik". Oficyna Wydawnicza "Rewasz", Pruszków 2007).

Celem naszej wycieczki nie były jaskinie, a szczyt przyciągający turystów nie tylko łatwą dostępnością, ale również i pięknymi panoramami. Na Klimczoku (1117 m n.p.m.) bywaliśmy setki razy, jednak z tymi panoramami jakoś szczęścia dotychczas nie mieliśmy. Prawda jest taka, że w większości naszych przypadków widoczne bywa pobliskie Skrzyczne (1257 m n.p.m.). I tyle. Resztę skrywają chmury. Jak widzimy Pilsko (1557 m n.p.m.), czy też Babią (1725 m n.p.m.) to jest to powód do radości. A mawiają, że można i Tatry zobaczyć…

W tym dniu pogoda sprzyjała, także mieliśmy nadzieję, że naszym oczom ukaże się coś więcej niż Beskid Śląski.

Pierwszy powiew zimy na Równicy

Pierwszy powiew zimy na Równicy

Ostatni dzień roku wydaje się bardzo dobrym czasem, aby… krótko opisać ostatnią, jeszcze październikową, górską wycieczkę w 2015 roku. Na podsumowanie przyjdzie jeszcze czas, przecież rok ma się dopiero ku końcowi, jeszcze się nie skończył :D.

W ostatni weekend października zostaliśmy zaproszeni do Ustronia. A będąc już w górach, nie sposób nie wyrwać się choć na chwilę na szlak, tym bardziej, że stoki były delikatnie przykryte białym puchem. Odpowiednio ubrani, wyszliśmy na podbój Równicy (885 m n.p.m.).