Nowe schronisko na Markowych Szczawinach

25. kwietnia 2010 roku nastąpiło uroczyste przekazanie i symboliczne, ponowne otwarcie nowego Schroniska Górskiego PTTK im. Hugona Zapałowicza na Markowych Szczawinach (nowe schronisko pierwszych turystów w rzeczywistości przyjęło 20.11.2009 roku). Dla nas był to pretekst aby odwiedzić to miejsce. No cóż, człowiek jest z natury dość ciekawy :), poza tym, opinie w Internecie na temat nowych schronisk są różne, więc warto je zweryfikować. Diablak (1725 m n.p.m.) nie stanowił celu sam w sobie, ale wykorzystaliśmy bardzo ładną pogodę i przy okazji weszliśmy na najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego.

Tłumy?

Początki bywają trudne… Z powodu wzmożonego ruchu ulicznego oraz remontu drogi w Świnnej Porębie związanego z budową zbiornika retencyjnego jechaliśmy bardzo długo. To spowodowało, że na Przełęczy Krowiarki (1012 m n.p.m.) pojawiliśmy się późno i na szlak wyruszyliśmy około godziny 10:00. Ilość samochodów na parkingu nie wróżyła nic dobrego, zajęliśmy dosłownie jedno z ostatnich, jeśli nie ostatnie miejsce. Można się było tego spodziewać, gdyż pogoda dopisała.

Po wykupieniu biletów wstępu, skierowaliśmy się za znakami niebieskimi Górnym Płajem w stronę schroniska. Droga ta, wykorzystywana obecnie jako droga transportowa, wznosi się bardzo łagodnie, dlatego też maszeruje się z przyjemnością. Co więcej, większość turystów wybrała szlak czerwony, dzięki czemu nie mieliśmy wrażenia, że jesteśmy na „Krupówkach” :). Minęliśmy Mokry Stawek, Szkolnikowe Rozstaje (nazwa upamiętnia przewodnika – Wawrzyńca Szkolnika), kilka potoków, Skręt Ratowników, aż w końcu zza drzew wyłonił się budynek schroniska. Byliśmy na miejscu i przekonaliśmy się, że samochody na parkingu należą do turystów. Nie bacząc na nic, weszliśmy do budynku i rozpoczęliśmy „polowanie” na miejsce siedzące, co w końcu się udało.

Budynek sam w sobie robi na mnie pozytywne wrażenie. Wygląd zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz jest przyjemny. Po krótkiej refleksji stanęliśmy w kolejce do bufetu, czas było coś zjeść (w tym miejscy warto wspomnieć, że nasza kuchnia schroniskowa jest przeważnie taka sama. W każdym bądź razie, spokojnie moglibyśmy napisać książkę pod tytułem „Żurek / Pomidorówka na szlaku” :)).

W oczekiwaniu na… jedzenie

Po dokonaniu zamówienia przenieśliśmy się do drugiego okienka, gdzie stała duża grupka ludzi. Nagle usłyszałem magiczne słowo: „karteczki”, więc podałem i moją. Można by rzec, że w tym momencie rozpoczęło się rzeczywiste czekanie. Ponieważ nasze zamówienie było raczej standardowe i nie składało się z wyszukanych potraw, pomyślałem sobie, że długo to nie potrwa. Herbaty dostaliśmy szybko, a kiedy usłyszałem z okienka „żurek”, bardzo się ucieszyłem. Niestety, ten nie był mój, ale pocieszałem się w myślach. Skoro został podgrzany jeden, to pewnie zaraz będą następne. Jakże się myliłem…

Na moją zupę przyszło mi czekać ponad 20 minut, więc podana wcześniej herbata była już letnia. Dalej musieliśmy czekaliśmy na zupę pomidorowa, którą dostaliśmy letnią, po… ponad 45 minutach od złożenia zamówienia, po uprzednim upomnieniu się i otrzymaniu jakże zadziwiającej odpowiedzi, że zamówienia są realizowane w kolejności ich przyjmowania. Moja skromna opinia jest taka, że zdecydowanie coś tu nie gra. W kuchni było mnóstwo młodych osób, którzy chyba za bardzo nie wiedzieli co mają robić, a każdy talerz był podgrzewany osobno w mikrofalówce, co wydaje się być niezbyt rozsądnym rozwiązaniem przy dużej liczbie turystów.

Zdobywamy Diablak

Po posileniu się, udaliśmy się Percią Akademików na wierzchołek Królowej Beskidów. Początkowo szlak żółty jest łagodny, jednak już po chwili zaczyna się właściwe zdobywanie wysokości – w końcu do pokonania jest niecałe 550 metrów wysokości. Z tego punktu widzenia nie ma znaczenia, który wariant podejścia się wybierze, czy ten, którym szliśmy, czy przez przełęcz Brona szlakiem czerwonym. Obydwa podejścia są męczące, jednak perć nie wydaje mi się szlakiem dla dzieci. Nie chodzi o trudności techniczne (te są, jednak umiarkowane), lecz o długość kroków, jakie czasami trzeba robić. Sam szlak jest bardzo ciekawy, a jak trafi się z pogodą to widoki są niezapomniane – głównie na pasmo Polic. Panoramy z podejścia przygotowują do widoków, jakie czekają turystów na szczycie. Nawet nie wprawione oko bez problemów dostrzeże Tatry, Wielką Fatrę, Beskid Mały, Beskid Śląski, Beskid Wyspowy, czy też Gorce.

Panorama z Diablaka w kierunku zachodnim

Czas wracać

Po kilku chwilach spędzonych na szczycie (było bardzo wietrznie, a nie było za bardzo gdzie się schronić, gdyż wszystkie strategiczne miejsca były zajęte) skierowaliśmy kroki szlakiem czerwonym w stronę parkingu. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na chwilę na Sokolicy (1367 m n.p.m.), aby symbolicznym rzutem oka pożegnać się z Matką Niepogód, która dzisiaj dla nas okazała się łaskawa. Po krótkiej chwili byliśmy przy samochodzie i rozpoczęliśmy kolejną trasę. Do domu.

Galeria

Informacje praktyczne

Punkt na mapie

Trasa

Odcinek Szlak Czas GOT
Przełęcz Krowiarki – Szkolnikowe Rozstaje – Schr. PTTK Markowe Szczawiny niebieski 1 godz. 40 min 5 / 4
Schr. PTTK Markowe Szczawiny – Babia Góra żółty 1 godz. 20 min 9 / 4
Babia Góra – Sokolica czerwony 1 godz. 00 min 3 / 7
Sokolica – Przełęcz Krowiarki czerwony 0 godz. 30 min 3 / 7
  4 godz. 30 min 20 / 22
Mapa trasy
Profil trasy

Przewodniki

  • Figiel S., Janicka-Krywda U., Krzywda P., Wiśniewski W.: "Beskid Żywiecki. Przewodnik". Oficyna Wydawnicza "Rewasz", Pruszków 2009

Mapy

  • "Beskid Żywiecki". Wydanie V. Skala 1:50 000, Wydawnictwo Kartograficzne Compass, Kraków 2009

0 0 votes
Article Rating

Related posts

Wielki Kopieniec na skiturach

Dolina Wapienicy zimą poleca się na sanki

Magiczny Beskid Niski

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

1 Komentarz
najstarszy
najnowszy
Inline Feedbacks
View all comments
Marcin
Marcin
24 sierpnia 2018 22:30

Super opis i wiele przydatnych informacji! U mnie wszystko zaczęło się od Babiej. Nawet nie wiedziałem czy jadę na Babią czy Baranią. Było mi to obojętne… Przemoczone adidasy i takie tam… Teraz mogę się śmiać z tego. Swojego bloga też rozpocząłem od relacji z Babiej http://2beinspired.pl/babia-gora-2005 . Teraz nie za bardzo moge chodzić po górach. Ale na Babią jeszcze wrócę! Dzięki za relację!