Gęsia Szyja na skiturach

Zeszłoroczny debiut na skiturach wypadł pomyślnie, na tyle, że w tym sezonie nie mogłem się doczekać dogodnych warunków i weekendu, kiedy będę mógł pozwolić sobie na krótki wypad. Ze względu na brak sprzętu i małą ilość wypożyczalni (lub ich całkowity brak) w okolicach Beskidów, wybór padł na Tatry. A ponieważ miał to być kolejny skiturowy „pierwszy raz”, tym razem bez uczestnictwa przewodnika / instruktora, wybrałem łatwą trasę na reglowy szczyt, Gęsią Szyję (1489 m n.p.m.), przez Rusinową Polanę, pod względem lawinowym dość bezpieczną (spore opady śniegu w ostatnich dniach miały wpływ na wybór) z przyjemnym zjazdem.

A miało być widokowo

Pobudka o 4:00 rano, spacer z psem :) i wyjeżdżaliśmy z Katowic jeszcze bladym świtem, tak, aby o godzinie 8:00 móc zameldować się w sprawdzonej wypożyczalni Tatra Trade. Trochę obawialiśmy się tłumów, ponieważ był to bodajże pierwszy prawdziwie śnieżny weekend od dłuższego czasu, ale chętnych poza nami nie było. Po zabraniu zestawu skiturowego i lawinowego podjechaliśmy na Zazadnią, skąd zaczęliśmy foczyć do góry.

Ciężko powiedzieć abym znał ten szlak. Byłem na nim tylko raz za pięknych, studenckich czasów, w dodatku latem, a teraz mieliśmy okazję poznać drogę w zimowej odsłonie. Trasa jest łagodna, umożliwiająca przyjemnie ślizganie się. Delikatne schody (dosłownie i w przenośni) zaczynają się przy Sanktuarium Matki Boskiej Jaworzyńskiej na Wiktorówkach. Początkowo chcieliśmy dość ambitnie pokonać je na nartach idąc obok, jednak dość szybko zrezygnowaliśmy z tego szatańskiego pomysłu. Potem było już „z górki”.

Na Rusinowej Polanie zrobiliśmy krótki popas, trochę wymuszony pogodą. Pewnie gdyby ta dopisała, odpoczynek trwałby znacznie dłużej ze względu na widoki, ale nie dzisiaj. Skończyło się na kilku zdjęciach i ruszyliśmy dalej. I już tak różowo nie było :). Z mojej pamięci uciekł fakt, że podejście na Gęsią Szyję jest strome, przez co nieźle się namęczyliśmy zanim dotarliśmy do szczytu. Podczas wchodzenia zreflektowałem się, że ścieżka jest wąska, a śniegu za dużo nie ma, przez co od czasu do czasu wystawały korzenie. Jednym słowem zastanawiałem się, jak ja tędy zjadę :).

Jeszcze trochę wyżej i robię zdjęcie. Jeszcze trochę i… wszystko zakryły chmury

Chwila prawdy, a więc „jak tu zjechać?”

Tadeusz Zwoliński, autor przewodników po Tatrach, opisując Gęsią Szyję użył sformułowania „jeden z najwdzięczniejszych punktów widokowych”. Chmury i całkowity brak widoków, które nas przywitały, nijak nie zachęcał do pozostawania tam dłużej. Pobyt w tym „widokowym” miejscu przeznaczyliśmy na zdjęcie fok, ubranie kurtek, czy też przygotowanie gogli.

W końcu miał nastąpić ten moment, moment zjazdu. I… gdybym był lepszym narciarzem, pewnie napisałbym, że po chwili byliśmy na parkingu, ale rzeczywistość była, delikatnie rzecz ujmując, inna. Tak więc trochę zjechaliśmy, trochę zeszliśmy i dopiero ciut przed Polaną zaczęliśmy sensowny zjazd w białym puchu. No i nie ma co ukrywać, podobało mi się :). Co prawda był to mój pierwszy wypad na narty w tym sezonie, a więc nogi nijak nie były przyzwyczajone do tego specyficznego wysiłku i uda trochę o sobie przypominały, ale i tak było fajnie :).

Szkoda, że tegoroczna zima jest taka słaba, mało zimowa. Mam nadzieję, że jeszcze uda się zrobić przynajmniej jedną skiturową wycieczkę zanim nastanie wiosna, na którą z drugiej strony już czekam.

Galeria

Informacje praktyczne

Punkt na mapie

Trasa

Odcinek Szlak Czas GOT
Zazadnia – Dol. Filipka – Rusinowa Polana zielony 1 godz. 15 min 8 / 4
Rusinowa Polana – Gęsia Szyja zielony 0 godz. 45 min 3 / 1
Gęsia Szyja – Rusinowa Polana zielony 0 godz. 30 min 1 / 3
Rusinowa Polana – Dol. Filipka – Zazadnia zielony 0 godz. 25 min 4 / 8
Rzeczywisty czas przejścia:
Czas ruchu:
Czas postoju:
3 godz. 55 min
2 godz. 20 min
1 godz. 35 min
16 / 16
Mapa trasy
Profil trasy

Dojazd

Wyjazd bladym świtem wyznaczył też trasę dojazdu do Zakopanego. Wybraliśmy autostradę i zakopiankę, nie obawiając się korków o tej porze.

Powrót był trochę bardziej skomplikowany, ponieważ przypadała zmiana turnusów. Chcą ominąć potencjalne korki na zakopiance wracaliśmy przez Zawoję, Suchą Beskidzką i Wadowice.

Przewodniki

  • Szatkowski W.: "Tatry na nartach. Przewodnik skiturowy". Wydawnictwa Tatrzańskiego Parku Narodowego, 2014
  • Szatkowski W.: "Tatry. Przewodnik skiturowy". Góry, 2010
  • Nyka J.: "Tatry Polskie. Przewodnik". Trawers, 2003
  • Zygmański M., Klimek P., Figiel N.: "Tatry Polskie i Słowackie". Bezdroża, 2008

Mapy

  • "Tatry", skala 1:27 000. Wydanie I, ExpressMap, 2012
  • "Tatry Polskie. Zachodnie i Wysokie", skala 1:20 000. Wydanie I, Agencja Wydawnicza WIT, 2004
  • "Tatry Polskie. Orientacja południowa", skala 1:30 000. Wydanie I, Compass, 2014
  • "Tatry Polskie", skala 1:30 000. Wydanie VI, Sygnatura, 2008/2009

Strony warte odwiedzenia

0 0 votes
Article Rating

Related posts

Wielki Kopieniec na skiturach

Dolina Wapienicy zimą poleca się na sanki

Magiczny Beskid Niski

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

4 komentarzy
najstarszy
najnowszy
Inline Feedbacks
View all comments
Skadi
Skadi
21 lutego 2016 15:12

No i super! Ja bym chciała jeszcze w tym roku zrobić pierwszą tatrzańską skiturę, ale z tą zimą jest tak że nie wiem czy zdążę ;) Jesteś zdecydowany na zakup już jakiegoś sprzętu? W sumie pomimo tego śniegowego niedosytu, to też czekam już na wiosnę…

Jarek
Jarek
Reply to  Skadi
21 lutego 2016 16:52

Nie, jeszcze zdecydowany nie jestem. Ceny to jakiś kosmos i łudzę się, że po sezonie będzie taniej :). W sumie to zależy mi na nowych butach, a reszta będzie używana. Jestem laikiem w temacie, więc muszę jeszcze sporo się dowiedzieć, aby głupoty nie zrobić.

Z tą zimą jest tak, że nikt nic nie wie. Ostatnio pomyślałem, że pewnie porządnie sypnie, jak każdy będzie już przygotowywał się do wiosennych wycieczek :).

Artur Szymanowski
Artur Szymanowski
25 lutego 2016 23:52

Widzę, że skitury się popularne robią ;) Powodzenia na kolejnych wyjazdach, oby z lepszą pogodą.

Jarek
Jarek
Reply to  Artur Szymanowski
26 lutego 2016 09:05

Trochę się robią :).
Mam za sobą kilka wyjść w rakietach (też lubię, żeby nie było), ale mając je na nogach zawsze sobie mówiłem – „fajnie by teraz było zjechać :)”. Więc rok temu zakosztowałem skiturowej formy wędrówki i przypadła mi do gustu.