Wejście na Durny Szczyt z przewodnikiem

W tym roku było to jedno z najbardziej oczekiwanych wyjść górskich. Podsumowując rok 2013 pisałem, że w nowym roku chcę wejść na jeden ze szczytów tatrzańskich na który nie prowadzi szlak turystyczny. Wtedy po mojej głowie chodził mi Lodowy Szczyt (słow. Ľadový štít – 2627 m n.p.m.), jednak ostatecznie zdecydowałem się na Durny Szczyt (słow. Pyšný štít – 2623 m n.p.m.). W wyborze pomogły słowa Leszka Jaćkiewicza z Nieznanych Tatr: „Durny Szczyt jest najtrudniej dostępnym ze wszystkich najwyższych (o wysokości powyżej 2600 m) szczytów tatrzańskich i z tego względu zalicza się do najbardziej ‚honorowych’ celów wysokogórskich turystów”. Szczegóły wycieczki dograłem z przewodnikiem Romanem Jelenský już drugiego stycznia.

Na wycieczkę zdecydował się również Jacek – niezawodny pod tym względem.

Słów kilka o logistyce

W przypadku takiej wycieczki jak ta kilka spraw trzeba zaplanować odpowiednio wcześnie. Wejście na Gerlach nauczyło mnie sporo, z drugiej jednak strony od tamtego wyjścia minęło już trochę czasu.

Po pierwsze, należy wybrać przewodnika i ustalić z nim szczegóły wyjścia. Tym razem zdecydowałem się na Słowaka (nie wiem, co mnie podkusiło :)), czego nie żałuję, ale… następnym razem będę szukał osoby mówiącej po polsku. Czego mi zabrakło? Spodziewałem się więcej rozmów o Tatrach, czy też okolicznych szczytach. Oczywiście, mogło to być spowodowane wieloma czynnikami, ja zrzucam to na swego rodzaju barierę językową.

Po drugie, wychodząc w Tatry Słowackie, należy zadbać o ubezpieczenie. Wiele towarzystw w Polsce ma odpowiednie oferty, znacząco różniące się cenowo, więc warto się im przyjrzeć dokładnie, zwracając szczególną uwagę na sumę ubezpieczania związaną z akcją ratowniczą. Warto dodać, że kilka dni przed (niestety) naszym wyjazdem zakończył się pilotażowy program dobrowolnego ubezpieczenia PZU dla turystów, którego koszt wynosił całe 50 groszy.

Pogoda jest niemniej ważnym elementem, jednak ją ciężko zaplanować z wyprzedzeniem. Nam szczęśliwie dopisała. Słowo „szczęśliwe” oddaje naprawdę dużo – wyjście umówiłem w styczniu, a dwa dni przed i dzień po zdobyciu Durnego Szczytu padał deszcz.

Ostatnią kwestią planowania stanowił dojazd do Zakopanego. Jacek, szczęściarz :), pojechał samochodem kilka dni wcześniej, ja miałem dojechać w piątek. Okazało się, że z Katowic dojazd może być wyzwaniem, gdyż albo transport odbywa się w środku nocy (Polski BUS), albo dojazd na miejsce jest stosunkowo późno (PKP). Ostatecznie zdecydowałem się na ŁŁ-Bus, proponujący na pierwszy rzut oka najlepsze rozwiązanie, a teraz już wiem, że to była ułuda. Gdybym miał jechać teraz, zdecydowałbym się na dojazd busem do Krakowa, a stamtąd do Zakopanego – taniej i pewnie wygodniej.

Na nocleg do chaty Téryho

Po moim przyjeździe do Zakopanego skierowaliśmy się w stronę Starego Smokowca (słow. Starý Smokovec), stanowiącego punkt początkowy wycieczki. Z przewodnikiem byliśmy umówieni na następny dzień w schronisku Téryego (słow. Téryho chata).

Muszę przyznać, że jesteśmy trochę leniwi. Początkowo planowaliśmy (przynajmniej ja) całą drogę do schroniska przejść pieszo, ale jak zobaczyliśmy kolejkę, nie wahaliśmy się nawet przez minutę. Uszczupliliśmy portfele o dziewięć euro (bilet tam i z powrotem) i już po chwili byliśmy na Siodełku (słow. Hrebienok – 1285 m n.p.m.), gdzie zaczęliśmy właściwą wędrówkę, podążając za zielonym szlakiem. Wybór koloru szlaku mógł być tylko jeden, gdyż zależało mi, aby przejść obok Wodospadów Zimnej Wody.

Dość szybko znaleźliśmy się na wysokości 2015 m n.p.m., a tym samym dotarliśmy do Teriniki (po dokładniejszy opis szlaku do schroniska odsyłam do Magdy). Po przydzieleniu nam miejsc noclegowych, zjedliśmy skromną kolację i wcześnie położyliśmy się spać, aby być wypoczętym o poranku. Niestety, noc nie należała do najprzyjemniejszych :(.

Zdobywając Durny Szczyt

Z przewodnikiem spotkaliśmy się zaraz po 7:00 i bez zbędnych ceregieli wyruszyliśmy na podbój szczytów. Po dotarciu na dolny brzeg Spiskiego Kotła (po drodze minęliśmy stado ponad dwudziestu kozic, co stanowiło sporą atrakcję), związaliśmy się linami i zaczęła się przygoda :), a dokładniej rzecz ujmując – wspinaczka, dzięki której szybko zdobywaliśmy wysokość.

Szliśmy co prawda jednym z najłatwiejszch wariantów drogi wejściowej przez Małą Durną Przełęcz i Mały Durny Szczyt (słow. Malý Pyšný štít – 2592 m n.p.m.), jednak i tak dostarczyło nam to wrażeń! Po dotarciu na Mały Durny Szczyt granią podchodziliśmy do głównego celu. Przejście jest ekscytujące, gdyż zarówno z prawej, jak i lewej strony jest przepaść, a widoki zapierają dech w piersiach. Na samym Durnym Szczycie nie zabawiliśmy co prawda za długo, ale wystarczająco, aby zrobić zdjęcia.

Początkowo w planach mieliśmy przedłużenie wycieczki celem wejścia na Łomnicę (słow. Lomnický štít – 2634 m n.p.m.), jednak warunki pogodowe i kondycyjne mocno nas zweryfikowały. Tym samym schodząc z Durnego Szczytu rozpoczęliśmy najtrudniejszą część całej wyprawy, trwającą ponad trzy godziny. Trzy godziny w całkowitym skupieniu. Jest jedno miejsce, które można potraktować jako swoista atrakcję, gdzie zjeżdża się na linie.

Zmęczeni, ale zadowoleni, dotarliśmy do schroniska Téryego i bez odpoczynku udaliśmy się w stronę Starego Smokowca, po drodze zatrzymując się jeszcze w Schronisku Zamkowskiego (słow. Zamkovského chata), aby coś przekąsić. Tta przerwa mi nie służyła, gdyż po niej nogi zaczęły boleć, a mięśnie zaczęły odmawiać posłuszeństwa, przez co znacznie zwolniłem marsz.

Żurek na szlaku

Ten weekend obfitował w wiele miejsc, gdzie mieliśmy możliwość kosztowania różnych różności.

Jadąc do Starego Smokowca zatrzymaliśmy się w Restauracji 7 Kotów. Wnętrze robi wrażenie, cieszy, że styl został utrzymany. Jedzenie również smakowało, a cenowo nas nie odstraszyło.

Po powrocie do Zakopanego Jacek namówił mnie, abyśmy zjedli w Obrochtówce, po „Kuchennych Rewolucjach” Magdy Gessler. Nie wiem, czy to przez zmęczenie, czy nie, ale… było pysznie :).

W schronisku Téryego mieliśmy okazję zjeść kolację oraz śniadanie. Było skromnie, ale znośnie. Gdyby tylko nie te ceny… Wiem, wiem, są one wytłumaczalne tym, że do schroniska wszystko trzeba wnieść na plecach.

Galeria

Informacje praktyczne

Punkt na mapie

Trasa

Odcinek Szlak Czas GOT
Siodełko (Hrebienok) – Schronisko Téryego
(6.6 km, 810 m)
zielony 3 godz. 35 min 14 / 6
Schronisko Téryego – Durny Szczyt – Schronisko Téryego
(3.2 km, 670 m)
brak 6 godz. 10 min 9 / 9
Schronisko Téryego – Siodełko (Hrebienok)
(6.2 km)
zielony
czerwony
2 godz. 10 min 6 / 14
Rzeczywisty czas przejścia:
Czas ruchu:
Czas postoju:
11 godz. 55 min
9 godz. 55 min
2 godz. 00 min
29 / 29
Mapa trasy
Profil trasy

Przewodniki

  • Jaćkiewicz L.: "Nieznane Tatry, Przewodnik wysokogórski. Tom I". Wydawnictwo Góry, 2007
  • Nyka J.: "Tatry słowackie. Przewodnik". Wydawnictwo Trawers, 2008

Mapy

  • "Tatry Wysokie. Słowackie i polskie". Skala 1:25 000, Wydawnictwo CartoMedia, Poznań 2008
  • "Tatry Wysokie", skala 1:25 000. Wydanie I, Sygnatura, 2008

Strony warte odwiedzenia

0 0 votes
Article Rating

Related posts

Wielki Kopieniec na skiturach

Dolina Wapienicy zimą poleca się na sanki

Magiczny Beskid Niski

Subscribe
Powiadom o
guest

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

2 komentarzy
najstarszy
najnowszy
Inline Feedbacks
View all comments
Krzysztof
Krzysztof
24 września 2014 10:00

Gratuluję! Czy Jacek czasem nie marudził?

Jarek
Jarek
Reply to  Krzysztof
24 września 2014 11:33

Nie, nie marudził. Myślę, że nie było powodów :)