Skiturowa Rysianka

Skiturowa Rysianka

Zima w góry przyszła i pomimo tego, że to dopiero początek, to już jest lepiej niż w zeszłym sezonie. Obawiając się trochę, że być może śnieg jest chwilowy, wygospodarowałem sobie, oczywiście ku uciesze przełożonego, dzień wolnego i wybyłem w góry na foczenie. Chcąc powtórzyć zeszłoroczne zimowe wyjście, które kosztowało mnie sporo sił, za cel obrałem Rysiankę.

Początki bywają trudne

Dojechałem do Żabnicy Skałki, przebrałem się, założyłem foki na narty i hejże w górę… aby po 15 minutach zjeżdżać na dół. Oczywiście do żadnej Hali Boraczej, będącej punktem pośrednim wycieczki, a tym bardziej Rysianki, w tak krótkim czasie nie dotarłem.

Ciesząc się pogodą, podchodziłem spokojnie do góry. Nie minąłem ostatnich zabudowań i złapał mnie skurcz w stopie. Kto miał, ten wie, że nie jest to najprzyjemniejsze uczucie. Zdjąłem buta, stopa doszła do siebie i ponownie ruszyłem. Nie zdążyłem się zastanowić, czy wykonany przed chwilą manewr pomógł, a złapał mnie skurcz w drugiej stopie. W trakcie rozbieranie buta pierwsza stopa przypomniała o sobie, a ja miałem już serdecznie dość. Pogoda żyleta, a moje buty zaczęły szwankować, bo jak łatwo się domyśleć, całą winę zwaliłem na nie.

Wracając autem w stronę Węgierskiej Górki zacząłem wreszcie rozsądniej myśleć. Przecież mierząc buty w sklepie miałem je prawie godzinę zapięte i nic się nie działo. Czemu teraz po kilku minutach robią mi taki numer? A może wystarczy zmienić skarpety? W sumie, po co takie grube ubrałem, mam jeszcze jedną parę, zdecydowanie cieńszą. Na pewno, zanim sprzedam buty :), warto sprawdzić takie zestawienie, tym bardziej, że jestem właśnie w górach – wystarczy tylko zmodyfikować cel/trasę, bo w końcu już się późno, jak na zimowe wyjście, zaczęło robić.

Ostatecznie cel został ten sam, jednak z podejściem ze Złatnej-Huty, nie z Żabnicy Skałki. Znacznie krótsza trasa i przy okazji mogłem przypomnieć sobie zimowe wyjście, dokładnie tym samym szlakiem, z Anią, sprzed kilku lat.

Dojechałem na miejsce, przebrałem się, założyłem foki na narty – choć nie, one już były założone – i hejże w górę… aby po 15 minutach… iść dalej. Nie wiem, czy pomogły skarpety, czy może jednak buty trochę się rozszerzyły, w co szczerze wątpię, jednak teraz żadnych nieprzyjemnych ucisków, czy też skurczy nie doświadczałem. Mogłem spokojnie podchodzić ciesząc się prawdziwą, górską zimą.

Zjazdy bywają też trudne

Podchodząc lekko zmodyfikowałem plany i zamiast iść bezpośrednio na Rysiankę, odbiłem na żółty szlak prowadzący do schroniska na Hali Lipowskiej, gdzie i tak zamierzałem coś zjeść. Jeszcze nigdy nie byłem sam w tym schronisku, tak więc była to miła odmiana. Po chwili przerwy podszedłem na Rysiankę, skąd planowałem zjechać.

Zabrałem się za przygotowanie nart do zjazdu, po czym pochłonęła mnie sesja fotograficzna. Widoki były co najmniej zadowalające – tyle razy byłem na Rysiance, a jeszcze nigdy nie dane mi było patrzeć na Tatry, do teraz – a niebo bawiło się kolorami. Po zrobieniu kilkunastu zdjęć ubrałem narty i hejże na dół…

No nie, tak łatwo nie było. Ujechałem może 2 metry i wylądowałem na tyłku. No nic, zdarza się. Podniosłem się, otrzepałem za śniegu i dalej na dół… Dużo nie przejechałem, bo po kolejnych kilku metrach znów zaliczyłem upadek. Ale co jest?! Racja, w tym sezonie nart jeszcze na nogach nie miałem; racja, tych nart wcale nie znam… Szukałem jakiegoś sensownego wyjaśnienia mojej fatalniej jazdy. Powtórzyłem rytuał wstawania i na dół… Tym razem było lepiej, ale znów zaliczyłem upadek. I kolejny raz, i kolejny.

Przestało to być zabawne. Owszem, super narciarzem nie jestem, ale ze zjazdami sobie radzę i to w znacznie trudniejszych warunkach. A tutaj póki co jest szeroko (w końcu jednak wjadę w las), w sumie płasko (co trochę głupio przyznać), a ja nie jestem w stanie jechać, tylko walczę o utrzymanie równowagi. Jak ja mam zjechać na sam dół?

Zdecydowanie za późno zacząłem się zastanawiać nad tym stanem rzeczy, a było to oczywiste. Owszem, narty do zjazdu przygotowałem, ale buty już nie. I te zamiast mocno opinać stopę, luźno sobie na niej spoczywały. Naprawiłem swój błąd i już jakoś poszło :).

Galeria

Informacje praktyczne

Trasa

Odcinek Szlak Czas GOT
Złatna Huta – Schr. PTTK Hala Lipowska żółty
niebieski
1 godz. 25 min 7 / 3
Schr. PTTK Hala Lipowska – Schr. PTTK Hala Rysianka niebieski 0 godz. 15 min 1 / 1
Schr. PTTK Hala Rysianka – Złatna Huta czarny 0 godz. 45 min 6 / 9
Rzeczywisty czas przejścia:
Czas ruchu:
Czas postoju:
3 godz. 15 min
2 godz. 15 min
1 godz. 00 min
14 / 13

Mapa trasy
Profil trasy

Dojazd

Do Złatnej Huty obecnie dojedzie się z Katowic w niecałe dwie godziny. Przez Tychy przejeżdża się prawie niezauważalnie drogą 86, a w Bielsku-Białej należy wjechać na drogę S69, która obecnie prowadzi do Węgierskiej Górki. Następnie jedziemy przez Milówkę, Rajczę gdzie zjeżdżamy na rondzie na Ujsoły a następnie po kilku kilometrach na Złatną i jedziemy prawie do końca drogi.

Przewodniki

  • Figiel S., Janicka-Krywda U., Krzywda P., Wiśniewski W.: "Beskid Żywiecki. Przewodnik". Oficyna Wydawnicza "Rewasz", Pruszków 2009

Mapy

  • "Beskid Żywiecki". Wydanie V. Skala 1:50 000, Wydawnictwo Kartograficzne Compass, Kraków 2009

Strony warte odwiedzenia

Noclegi

X

Podoba Ci się nasz blog? Dołącz do nas na Facebooku!

Dodaj komentarz

2 komentarzy do "Skiturowa Rysianka"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
Skadi

Ja też startuję w tym sezonie z nowymi butami skiturowymi. W terenie jeszcze nie byłam. Tylko raz udało mi się wyrwać na stok i trochę poćwiczyć zjazdy. Chciałabym wybrać się na jakąś beskidzką skiturę, bo widzę że ze śniegiem jak na razie jest dużo lepiej niż w moich pobliskich Karkonoszach. Może na pierwsze foczenie w Beskidach padnie właśnie na Rysiankę? :)

Jarek

Trzeba przyznać, że w tym roku Beskidy rozpieszczają :). Oby buty się sprawdziły i jak już będziesz na beskidzkich szlakach, to mam nadzieję, że się spodoba! :)

wpDiscuz