Zimą na Skrzyczne, czyli odsłona w dwóch aktach

Zimą na Skrzyczne, czyli odsłona w dwóch aktach

Zima rozpieszcza, a w Szczyrku została otwarta wypożyczalnia sprzętu skiturowego. Czy może być lepiej? No pewnie, że tak :), ale i tak jest dobrze! Co prawda w zeszłym sezonie zainwestowałem w buty skiturowe, ale na resztę sprzętu jeszcze sobie pozwolić nie mogę (czy to musi być takie drogie?). To powoduje, że ciągle jestem, chcąc nie chcąc, związany z różnego sortu wypożyczalniami, a otwarcie nowej automatycznie wyznaczyło cel jednodniowej wycieczki.

Nie ma to jak zgubić się na prostym szlaku

Czasami idę w góry, aby się zmęczyć. Czasami, aby pobiegać. Czasami zaś, aby nacieszyć oczy – i tak miało być tym razem. Wybierając szlak z celem wejścia na Skrzyczne (1257 m n.p.m.) miałem nadzieję na widoki, podsycaną optymistycznymi prognozami pogody. Jednak im byłem bliżej Szczyrku, tym ta nadzieja była mniejsza. Chmury spowiły całą dolinę.

Trasa wycieczki nie była zbyt kreatywna, muszę przyznać. Wyjście z Soliska na Małe Skrzyczne, czyli tamtędy, gdzie wszyscy zjeżdżają :). Następnie tura na Malinowską Skałę, Malinów, dotarcie do Polany Pośredniej i ostatecznie zjazd tak zwaną „Golgotą”, domykający pętlę. Reakcja znajomych na wybór drogi zjazdowej była mniej więcej taka: „Oooo!”, „Stromo”, „Trudna trasa”. Trochę mnie to przeraziło… Ale teraz to ja dopiero zaczynałem zdobywać wysokość, do zjazdu i walki z demonami zostało jeszcze trochę czasu.

Podchodziłem przekonując się, że na górze to na pewno się przejaśni. Im byłem wyżej, tym niestety było gorzej, widoczność pogarszała się z każdym metrem. Na górze nie było żadnego efektu wow, więc bez przerw na cykanie potencjalnych panoram zdjąłem foki (co okazało się złym pomysłem) i kontynuowałem wycieczkę trasą, na której zgubić się jest trudno.

Jak to mówią, dla chcącego, nic trudnego :). Walczyłem z widocznością i trasą na której foki ratowałyby sytuację, ale poruszałem się jakoś do przodu. Po kilkunastu minutach tej dziwnej walki przyszedł czas na połączenie kilku faktów. Po pierwsze to nie kojarzyłem z letnich wędrówek, aby szlak miał taki przebieg. Po drugie zaś dawno nie widziałem szlakowskazu, o co w sumie nie było trudno w tych okolicznościach. Czas było zweryfikować swoje położenie.

GPS nie kłamie. Przynajmniej przeważnie. Dawno rozminąłem się z właściwą trasą i teraz kierowałem się w bliżej nieokreśloną stronę. Nie do końca mnie to urządzało, a potencjalny marsz asfaltem, dokąd prowadził wątpliwy zjazd, z nartami na ramieniu, jakkolwiek pewnie ciekawy, nie wydawał się odpowiednią formą aktywności. Postanowiłem nie bawić się w szukanie szlaku. Pokornie zawróciłem na Skrzyczne i zjechałem porządnie przygotowaną trasą do Soliska.

Pozostał niedosyt. Narty się sprawdziły – naprawdę Skiturowe Beskidy mają fajny sprzęt – ale to trochę mało. Wiedziałem, że jeszcze tutaj wrócę, aby zrobić tę trasę.

Cud, miód i orzeszki

Okazja do powrotu na Skrzyczne nadarzyła się już po tygodniu. Pogoda żyleta, bez najmniejszych chmurek nie mogła zawieść. Do towarzystwa zabrałem Daniela, dla którego był to skiturowy debiut, ale narciarzem jest przednim. W końcu potrzebowałem kogoś, kto w razie czego sprowadzi mnie z męczącej mnie „Golgoty”.

Warunki były jakże odmienne. Wycieczka trochę się przedłużała, a to za sprawą pogody i cudownych widoków. Mogliśmy gapić się godzinami. Dodatkowo tym razem nie zrobiliśmy błędu i foki zdjęliśmy dopiero na Malinowie.

Trasa okazała się bardzo fajna na skitury. Co prawda za Malinowską Skałą spotkaliśmy górala, który odradzał nasz wariant i z uporem maniaka kierował nas na Skrzyczne, z którego szliśmy. A bo że stromo, a bo że z Malinowa nie dostaniemy się na Polanę Pośrednią, a bo że na Malinów nie wejdziemy, a bo że ślisko… To wszystko mówił miejscowy, przez co obudził w nas lekki niepokój, w końcu pewnie nie raz tędy szedł. Szczęśliwie tym razem nie posłuchaliśmy, zweryfikowaliśmy słowa z mapą i kontynuowaliśmy zaplanowaną trasę.

No i przyszedł czas na zjazd. Moje nastawienie psychiczne wygrało i zjechałem, trochę jak łajza :). Dopiero blisko końca stwierdziłem, że wcale nie jest to takie straszne i zacząłem jakoś sensownie jechać. No cóż, jeszcze wiele przede mną.

Galeria

Informacje praktyczne

Trasa

Odcinek Szlak Czas GOT
Solisko – Małe Skrzyczne (3.2 km, 680 m) bez szlaku 1 godz. 50 min
(1 godz. 15 min)
9 / 3
Małe Skrzyczne – Malinowska Skała zielony 0 godz. 55 min 3 / 4
Malinowska Skała – Malinów czerwony 0 godz. 55 min 3 / 2
Malinów – Polana Pośrednia (1.8 km) zielony 0 godz. 20 min 1 / 3
Polana Pośrednia – Solisko bez szlaku 0 godz. 15 min 1 / 3
Rzeczywisty czas przejścia:
Czas ruchu:
Czas postoju:
5 godz. 10 min
3 godz. 20 min
1 godz. 50 min
17 / 15

Mapa trasy
Profil trasy

Dojazd

Z Katowic dojazd obecnie nie stanowi większego problemu, tym bardziej, jak startuje się przed szóstą rano :). Jechaliśmy przez Tychy, Pszczynę, następnie przed Bielskiem zaczęliśmy kierować się za znakami – zjazd na S42 w stronę Cieszyna, aby wjechać na 942, co nie do końca jest dobrym rozwiązaniem. Lepiej jest wskoczyć na S1 w stronę Żywca i w Wilkowicach zjechać na drogę 942, która prowadzi do celu.

Przewodniki

  • Barański M.: "Beskid Śląski. Przewodnik". Oficyna Wydawnicza "Rewasz", Pruszków 2007

Mapy

  • "Beskid Śląski", skala 1:50 000. ExpressMap, 2011

Strony warte odwiedzenia

X

Podoba Ci się nasz blog? Dołącz do nas na Facebooku!

Dodaj komentarz

4 komentarzy do "Zimą na Skrzyczne, czyli odsłona w dwóch aktach"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
Katarzyna | Skrzydła Rozwoju

Super! Bardzo często jestem w Beskidach, więc z przyjemnością skorzystam z Twoich rad!

Jarek

Polecamy się na przyszłość! :)

Aleksandra Fraszewska

Uwielbiam Skrzyczne! Choć na nartach nie jeżdżę i częściej bywam w okresie letnim, ale góry mają to coś pięknego, że w każdą pogodę są magicznie piękne <3

Jarek

Ja zdecydowanie bardziej wolę Skrzyczne w odsłonie zimowej :).

wpDiscuz