Ramsjoch. Wspomnień czar, część 4

Ramsjoch. Wspomnień czar, część 4

28. lipca (2009) pogoda w Austrii znów nam dopisała. Tym razem wybraliśmy się na podbój kolejnego szczytu Alp TuxertalskichRamsjoch (2508 m n.p.m.). Wycieczkę rozpoczęliśmy w Tux – Lanersbach, skąd kolejką udaliśmy się na wysokość 1948 m n.p.m., dopiero od tego miejsca zaczęliśmy prawdziwą pieszą wyprawę.

Na samym początku trasy turystów było bardzo dużo, w szczególności osób starszych, zaopatrzonych w kijki trekkingowe, aż miło było popatrzeć. Pogoda była niczego sobie, co umożliwiło nam podziwianie widoków – nasz zachwyt budził w szczególności dysonans pomiędzy alpejską zielenią, a ośnieżonymi w oddali szczytami. Samo podejście na Grüblspitze (2395 m n.p.m.), będące pierwszym podejściem w tym dniu, było dość wymagające – w końcu na krótkim odcinku mieliśmy do pokonania ok. 450 m przewyższenia. Po osiągnięciu szczytu, zrobiliśmy krótki odpoczynek, w czasie którego Jarek wbił do naszych WanderPass pieczątkę (umieszczoną w specjalnie przygotowanej budce) i ruszyliśmy dalej, kierując się w stronę szczytu Ramsjoch (2508).

Droga na szczyt była cały czas widoczna i nie było to dla mnie budujące, gdyż musieliśmy zejść wąską ścieżką, a następnie wspinać się zygzakiem. Końcówka była dość męcząca, ale udało się :). Na szczycie znajduje się krzyż, przy którym nie omieszkaliśmy zrobić sobie pamiątkowego zdjęcia. Widok ze szczytu jest bardzo ciekawy – z jednej strony (tej, którą wchodziliśmy) rośnie soczysta trawa, a druga strona „obsypana” jest kamieniami. Kolejny etap wycieczki prowadził tą drugą stroną. Niestety, ta część trasy nie należała do zbyt przyjemnych, ale w końcu wyszliśmy na zielone łąki i napotkaliśmy na niespodziankę – świstaki wyskakiwały jeden po drugim i tak samo szybko się chowały, oprócz jednego, który dość leniwie pasł się, a gdy chciał się skryć, okazało się, że wejście do nory jest dla niego za wąskie i musiał się trochę namęczyć nim zniknął nam z oczu.

Idąc już przyjemną ścieżką, doszliśmy do jeziora Torseen (2258 m n.p.m.), którego wody z jednej strony tworzą wodospad. Minęliśmy drewnianą chatkę i doszliśmy do szlakowskazu, wyznaczającego kierunek marszu – Nasse Tuxalm. W pewnym momencie naszym oczom ukazało się ogromne pastwisko, na którym było mnóstwo krów (jak później zobaczyliśmy, byków również). Krowy niczym się nie przejmowały i chodziły po ścieżce nie mając wcale zamiaru z niej schodzić :). Po moich niemiłych doświadczeniach z wycieczki na Gefrorene-Wand-Spitzen, nie byłam za bardzo szczęśliwa z tego powodu. Jednak Jarek niczym nie przejęty szedł żwawo dalej, przekonując mnie, że nic mi nie zrobią.

Dalsza droga była przyjemna, zmierzaliśmy do końca. Po drodze zrobiliśmy mały odpoczynek i chcieliśmy dać ulgę naszym stopom, zamaczając je w źródełku. Jak się okazało, woda w nim była przeraźliwie zimna :).

Galeria

Informacje praktyczne

Mapy

  • "Ortsplan & Wanderkarte Finkenberg". Skala 1:11 000, KOMPASS-Karten GmbH, Innsbruck
  • "Zillertaler Alpen. Tuxer Alpen". Skala 1:50 000, KOMPASS-Karten GmbH, Innsbruck
X

Podoba Ci się nasz blog? Dołącz do nas na Facebooku!

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz