W kolejce na Rysy

W kolejce na Rysy

Patrząc od polskiej strony – na Rysy (słow. Rysy, 2499 m n.p.m.) prowadzi jeden szlak turystyczny, tak więc wchodząc na ten najwyższy szczyt polskich gór, było nie było, trzeba przejść przez Morskie Oko. Pomimo tego, że na Rysach jeszcze nigdy nie byłem, drogę z Palenicy Białczańskiej do największego jeziora tatrzańskiego miałem „przyjemność” przebyć kilkukrotnie, dlatego celem weekendowego wypadu, oprócz samego wejścia na Rysy, było ominięcie tej, o wątpliwej atrakcyjności, drogi.

Początkowy plan zakładał dwudniową wycieczkę rozpoczynającą się w Kuźnicach, z przerwą noclegową w Piątce lub MOKu i zejście stroną słowacką. Już na etapie planowania plany uległy delikatnej zmianie, a ponieważ mogliśmy sobie pozwolić na dodatkową noc w górach, zdecydowaliśmy się na nocleg w Chacie pod Rysami.

Byle do Piątki

Pogoda miała odegrać kluczową rolę podczas wyjścia, no bo jaka jest przyjemność z chodzenia w chmurach po mokrych kamieniach? Raczej umiarkowana. Na tydzień przed wyjazdem zacząłem sprawdzać prognozy na czterech różnych portalach, i jak nie do końca były one zgodne co do samych warunków, tak trend był podobny – każdego kolejnego dnia, kiedy sprawdzałem warunki, było lepiej. A na dzień przed wyjazdem prognozy były bardzo optymistyczne. I nastąpiło załamanie prognoz, które od teraz mówiły, że jednak będzie padać. Zabraliśmy to sobie do serca i postanowiliśmy realizować wycieczkę, a jak spadnie deszcz, to ją zmodyfikować, co ostatecznie wyszło nam na dobre.

Na Małołączniaku pogoda była rewelacyjna, co nastrajało nas pozytywnie. Poranek również nie był najgorszy i w dobrych nastrojach zostawiliśmy samochód w Kuźnicach, a sami skierowaliśmy się w stronę Doliny Gąsienicowej wybierając wariant przez Boczań (1224 m n.p.m.). Zdecydowanie bardziej preferuję tę drogę od szlaku Doliną Jaworzynki, szczególnie idąc w górę. Im byliśmy wyżej, tym chmury były gęstsze… Nie wyglądało to zachęcająco, ale miało swoje pozytywne strony na samej Hali Gąsienicowej, przynajmniej od strony fotograficznej :). Zatrzymaliśmy się na chwilę w Murowańcu na obowiązkową, przepyszną szarlotkę i podczas tej krótkiej przerwy ciemne chmury zaczęły nieśmiało ustępować.

Uroki Doliny Gąsienicowej

Uroki Doliny Gąsienicowej

Pogoda zaczęła się do nas uśmiechać, więc stanęliśmy przed wyborem dalszej drogi. Plan zakładał przejście przez Zawrat (słow. Závrat, 2159 m n.p.m), ale jak się okazało, każdy z nas już tam był, więc wybraliśmy drogę alternatywną prowadzącą do Piątki – przez Krzyżne (2112 m n.p.m.). Żółty szlak biegnący z Hali Gąsienicowej bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Początkowo prowadzi lasem, następnie wznosi się na ramię Żółtej Turni, a wraz ze zdobywanie wysokości jest coraz bardziej malowniczy. Następnie droga schodzi do Doliny Pańszczycy, gdzie na brzegu czerwonego Stawku zrobiliśmy sobie krótki postój.

Szlak jest spokojny cały czas, mniej więcej do górnej części doliny – oczywiście, są jakieś podejścia, ale ciężko mówić, że jest specjalnie wymagający. Po minięciu Wielkiej Kopki (1856 m n.p.m.) otwiera się widok drogi na „naszą” przełęcz. Wygląda poważnie, Nyka pisze, że odcinek „jest mozolny”, a mnie wchodziło się bardzo dobrze. Dodatkowo nie mogłem doczekać się widoków, słynących jako jedne z najwspanialszych w Tatrach. I się nie zawiodłem! To jest to miejsce, gdzie można siedzieć godzinami, gdzie widać „całe Tatry”, a dodatkowego smaczku dodaje dochodzący do uszu szum Siklawy.

Wszystko co dobre szybko się szybko kończy i musieliśmy ruszyć w dalszą drogę. Szlakowskazy, mapy i przewodniki mówią, że do schroniska dojdzie się w 1.5 godziny. A nam zajęło to wieki… No, może trochę przesadzam, ale godzina robi różnicę. Szliśmy sobie, mając Piątkę na wyciągnięcie ręki, jednak szlak obchodzi te góry. Potrafi to demotywować :). Szliśmy i szliśmy, aż w końcu dotarliśmy do celu.

Każdy kto był tego dnia w Piątce pewnie zauważył grupę obcokrajowców, chodzących w takich samych czerwonych strojach. Zwróciło to naszą uwagę, ale puściliśmy to echem. Ponieważ spotkaliśmy tę grupę dnia następnego, podpytaliśmy się, po co to wszystko :). Okazało się, że jest to obóz z Belgii, który cztery dni spędza w górach. A że chcieli mieć jakiś element wyróżniający ich z tłumu, zdecydowali się właśnie na takie czerwone kombinezony. W sumie fajnie, ale ja na ich miejscu wybrałbym krótkie rękawki, coby mniej w plecaku nosić :).

W kolejce na Rysy

Noc niestety nie należała do najlepszych w moim życiu. Nic złego się nie wydarzyło, śpieszę z wyjaśnieniem, ale często się budziłem i w sumie ucieszyłem się, jak zadzwonił budzik. Po szybkim śniadaniu ruszyliśmy szlakiem niebieskim do Morskiego Oka przez Świstową Czubę (1763 m n.p.m.). Pierwszy fragment drogi oferuje widoki na Dolinę Pięciu Stawów, a im się jest wyżej, jest ciekawiej, a drugi – na szczyty otaczające Morskie Oko. Można powiedzieć, że nogi same niosą… do asfaltówki, którą zmierzały już spore grupy turystów. Chcąc uniknąć większych korków na szlaku pozwoliliśmy sobie tylko na krótką przerwę przy schronisku i się rozdzieliliśmy – Michał poszedł na Szpiglasową Przełęcz (2110 m n.p.m.), a Jacek i ja na Rysy.

Podejście na Czarny Staw pod Rysami uświadomiło nam dobitnie, że sami szli nie będziemy. Jasne, mieliśmy świadomość, że dobra pogoda zachęci wielu turystów do zdobywania najwyższego szczytu Polski, jednak myślałem, że tłoczno zrobi się ciut później.

Bez zbędnych ceregieli, po krótkiej fotograficznej przerwie przy stawie, ruszyliśmy dalej, mozolnie zdobywając wysokość. Jest stromo i trochę daje w kość, ale jakoś się szło. Przynajmniej do Buli pod Rysami (2054 m n.p.m.), bo jak zaczynają się łańcuchy, to zaczynają się korki. I robi się niebezpiecznie, ale nie przez same łańcuchy, tylko przez tłumy, które próbują zejść, czy też wejść i w miejscach, gdzie może się minąć swobodnie kilka osób, gromadzi się kilkanaście. A o niechcące potrącenie w takich warunkach nie jest trudno. Tak więc idąc, czy raczej stojąc, zdobywaliśmy szczyt. Drogi na Rysy nie ma co demonizować, gdyż trudności są umiarkowane. Problemem są tłumy, dlatego warto znaleźć się tutaj bardzo wcześnie.

Przebywanie z ludźmi ma swoje zalety, bo można między innymi obserwować wiele zachowań. W pamięci pozostają raczej te mniej chlubne, no ale cóż… Za nami szła para, choć słowo „szła” jest użyte trochę nad wyraz. Szła dziewczyna, a Jej chłopak śmigał obok wszystkich, przekonując, że jest łatwo. W pewnym momencie Ona mówi – „boję się, głowa mnie boli” a On wspiera słowem „no nie przesadzaj” i tyle Go widzieliśmy. No dobra, zobaczyliśmy Go niecałą godzinę później na szczycie, kiedy Ona cały czas szła za nami… W sumie to fajne, wspólne wyjście w góry było :).

Widoki na szczycie są rewelacyjnie, ale pobytu nie przedłużaliśmy specjalnie, bo ciężko było nawet zrobić zdjęcie. Dość szybo zeszliśmy do Chaty pod Rysami, gdzie zostaliśmy do dnia następnego. Czas mieliśmy bardzo dobry i rozważałem zejście w dół, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się trzymać ustalonego wcześniej planu.

Długo w dół…

Kolejna noc minęła dużo lepiej, może dlatego, że odnowione schronisko przypadło mi do gustu. Początkowo długo szukaliśmy umywalki, ale jak już zlokalizowaliśmy ją przy jednym z najładniej położonych wychodków, byliśmy szczęśliwi :).

Śniadanie z samego rana i ruszyliśmy w dół do Szczyrbskiego Jeziora (słow. Štrbské Pleso). Przed nami było 9 kilometrów, które trochę się dłużyło. Podczas marszu odbyliśmy rozmowę, która wersja jest lepsza – ta, którą idziemy, czy jednak asfalt prowadzący do MOKa. Ja jednak wybieram wariant słowacki, bardziej atrakcyjny, a dodatkowe urozmaicenie mogą stanowić napotykani nosicze zmierzający do Chaty. Podziwialiśmy, podziwialiśmy. Odnosząc się do trudności technicznych tego szlaku – prawie brak. Jest krótki odcinek z łańcuchami, ale jest ich znacznie mniej w porównaniu do polskiego szlaku i nie ma ekspozycji, co jest istotnym elementem dla wielu osób.

W końcu znaleźliśmy się w miasteczku, skąd elektriczką dostaliśmy się do Tatrzańskiej Łomnicy (słow. Tatranská Lomnica). Poczekaliśmy chwilę i podjechał po nas Michał, tak więc znów byliśmy w komplecie. Przed nami pozostał szybki prysznic na polu namiotowym, obiad i powrót do domu. Wypad udany w 100%!

Żurek na szlaku

Wyjazd obfitował w schroniskowe wizyty i wszędzie było dobrze. Naprawdę. Murowaniec serwuje fantastyczne szarlotki, na które się skusiliśmy. Ze względu na wczesną porę na tym się skończyło, a obiad jedliśmy w Piątce. Żurek, schabowy – ok, a szarlotka co najmniej tak dobra, jak na Hali Gąsienicowej. Drugi dzień rozpoczęliśmy od… jabłecznika :P w MOKu, który nie zawiódł. Trochę się tego miejsca obawiałem, bo schroniska odwiedzane masowo często nie przykładają dużej wagi do posiłków, ale tutaj wpadki nie było. W Chacie pod Rysami skusiłem się na bardzo dobry smażony ser i piwo. I tutaj odnośnie trunku spotkało mnie rozczarowanie. Było zabrać kofolę.

Galeria

Informacje praktyczne

Trasa

OdcinekSzlakCzasGOT
Dzień 1
Kuźnice – Boczań – Schr. PTTK na Hali Gąsienicowejniebieski2 godz. 00 min11 / 6
Schr. PTTK na Hali Gąsienicowej – Czerwony Staw w Dolinie Pańszczycyżółty1 godz. 15 min6 / 4
Czerwony Staw w Dolinie Pańszczycy – Przełęcz Krzyżneżółty1 godz. 25 min8 / 3
Przełęcz Krzyżne – Siklawa – Schr. PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskichżółty
niebieski
2 godz. 15 min5 / 10
 6 godz. 55 min30 / 23
Dzień 2
Schr. PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich – Schr. PTTK nad Morskim Okiemniebieski1 godz. 55 min5 / 9
Schr. PTTK nad Morskim Okiem – Czarny Staw nad Morskim Okiemczerwony0 godz. 35 min4 / 2
Czarny Staw nad Morskim Okiem – Rysyczerwony2 godz. 55 min13 / 4
Rysy – Chata pod Rysamiczerwony0 godz. 35 min1 / 3
 6 godz. 00 min23 / 18
Dzień 3
Chata pod Rysami – Strbske Plesko (9 km)czerwony2 godz. 45 min9 / 18
 2 godz. 45 min9 / 18

Profil trasy

Dojazd

Wyjazd późnym popołudniem oznaczał, że możemy próbować jechać autostradą. Wybór okazał się słuszny i na całej tracie – A4, następnie droga numer 7 – nie było korków.

Przewodniki

  • Nyka J.: "Tatry Polskie. Przewodnik". Trawers, 2003
  • Nyka J.: "Tatry słowackie. Przewodnik". Wydawnictwo Trawers, 2008
  • Zygmański M., Klimek P., Figiel N.: "Tatry Polskie i Słowackie". Bezdroża, 2008

Mapy

  • "Tatry Polskie. Zachodnie i Wysokie", skala 1:20 000. Wydanie I, Agencja Wydawnicza WIT, 2004
  • "Tatry", skala 1:27 000. Wydanie I, ExpressMap, 2012
  • "Tatry Polskie. Orientacja południowa", skala 1:30 000. Wydanie I, Compass, 2014
  • "Tatry Wysokie. Słowackie i polskie". Skala 1:25 000, Wydawnictwo CartoMedia, Poznań 2008
  • "Tatry Wysokie", skala 1:25 000. Wydanie I, Sygnatura, 2008

Strony warte odwiedzenia

Noclegi

X

Podoba Ci się nasz blog? Dołącz do nas na Facebooku!

Dodaj komentarz

7 komentarzy do "W kolejce na Rysy"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
wpDiscuz