Dogtrekkingowy pobyt u wrót Bieszczadów

Dogtrekkingowy pobyt u wrót Bieszczadów

Dawno nie biegaliśmy… W tym roku postanowiłem wrócić do zawodów dogtrekkingowych, po trzyletniej przerwie. Dotychczasowe starty wspominam bardzo dobrze pod względem atmosfery, możliwości spotkania fajnych ludzi, czego nie mogą powiedzieć moje mięśnie – dla nich była to katorga, okupiona przez następne dni bólami. Tak to już jest, jak raz na jakiś czas zdecyduję się na bieg, bez praktycznie żadnego przygotowania. Nie polecam! W tym roku ma być inaczej, dlatego starty poprzedziliśmy treningami i dodatkowo na początku zdecydowałem się na dystans około 15 kilometrów, aby się co nieco wdrożyć.

Druga tegoroczna edycja „Pucharu Polski” odbyła się w Sanoku. Bieszczady… Nie mogło nas tam zabraknąć. Decyzja o udziale w zawodach zapadła wcześnie, ale w kwestii załatwiania noclegów jakoś mi się specjalnie nie śpieszyło i w końcu obudziłem się „z ręką w nocniku”. Jak już złapałem telefon do ręki, to albo nie było już wolnych miejsc (no tak, długi weekend robi swoje), albo psy nie były akceptowane. Po wielu próbach w końcu się udało i zarezerwowaliśmy noclegi w „Pensjonacie Gawra” (pyszne jedzenie!) położonym nieopodal Leska.

Na miejsce przyjechaliśmy w czwartek, zawody odbywały się w sobotę, a piątek postanowiliśmy spędzić na odwiedzeniu nieznanych nam dotychczas miejsc. Głównym punktem tego dnia miał być Park w Krasiczynie wraz z zespołem zamkowym, należący do najcenniejszych zabytków w Polsce, jak można wyczytać w przewodnikach. Niestety, przed wejściem spotkała nas niemiła niespodzianka wyrażająca się zakazem wprowadzania psów na teren parku. Dlaczego nie można wprowadzić psa do parku? Nie ukrywam, że zawód był spory, a nam pozostało obejść park wzdłuż muru…

Po znacznie krótszym pobycie we wsi od planowanego, zapakowaliśmy się w drogę powrotną – wybierając najdłuższy wariant trasy przez Posadę Rybotycką. Chcieliśmy zobaczyć najstarszą w Polsce cerkiew obronną oraz pobrodzić co nieco w przydrożnych rzeczkach. Ta część zakończyła się zgodnie z planem :). No i ostatnim punktem programu był przejazd przez Arłamów, gdzie nomen-omen przebywali piłkarze reprezentacji Polski, którzy aktualnie dzielnie walczą na francuskich boiskach.

Sobota była dniem zawodów. Pogoda nie była tego dnia sprzymierzeńcem zawodników, gdyż słońce dawało nieźle popalić. Długo przed startem wiadomo było, że woda, w szczególności dla psiaków, będzie kluczowa podczas biegu / marszu (w zależności kto jaką formę pokonania trasy wybierze). Nie znam gór Słonnych, po których przebiegała trasa i nie ukrywam, że nie spodziewałem się większych trudności. Do czasu. Chwilę przed startem Paweł, organizator, zwrócił szczególną uwagę, abyśmy uważali, gdyż droga jest mocno interwałowa. Co miał na myśli mieliśmy się przekonać za chwil kilka.

Orientacyjnie trasa była bardzo łatwa, tak więc jeden element biegu nie sprawiał problemów. Tylko jeden. Przyjąłem strategię truchtu na odcinkach płaskich i z górki oraz szybkiego marszu (no dobra, marszu :)) na podejściach. System wydawał mi się dobry i w moim mniemaniu miał zapewnić swego rodzaju odpoczynki – właśnie podczas pokonywania wzniesień. Pierwsze cztery kilometry przebiegły bez większych sensacji, było trochę błota, sporo pokrzyw i w miarę płasko. I po tych początkowych, rozgrzewających, kilometrach zaczęły się interwały, uświadamiające mi, że nawet góry niezbyt wysokie potrafią dać nieźle w kość. W każdym razie następne cztery i pół kilometra były wyczerpujące, składały się ze stromych podejść, na których nie było mowy o odpoczynku i zejść, na których z założenia biegłem. Ten fragment wycisnął ze mnie siódme poty, a po nim było już z górki – dosłownie i w przenośni. Ostatecznie na metę dobiegłem jako drugi zawodnik na dystansie „mini”, a więc przyjęta koncepcja okazała się słuszna i co ważniejsze, bieg nie zakończył się zakwasami :).

Galeria

Informacje praktyczne

Trasa


Mapa trasy
Profil trasy

Dojazd

Dojazd w Bieszczady z Katowic jest w miarę szybki. Autostrada A4 prowadzi do Rzeszowa, skąd najlepiej kierować się na Sanok, później Lesko. Drogi są dobrze oznaczone.

Przewodniki

  • Kryciński S.: "Pogórze Przemyskie. Przewodnik". Oficyna Wydawnicza "Rewasz", Pruszków 2007
  • Praca zbiorowa. "Bieszczady. Przewodnik". Rewasz, 2006
  • Kryciński S. "Cerkwie w Bieszczadach". Rewasz, 2005

Mapy

  • "Pogórze Przemyskie. Góry Sanocko-Turczańskie". Wydanie I. Skala 1:50 000, Wydawnictwo Kartograficzne Compass, Kraków 2015

Strony warte odwiedzenia

X

Podoba Ci się nasz blog? Dołącz do nas na Facebooku!

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz