Góry Pieprzowe pełne „niespodzianek”

Góry Pieprzowe pełne „niespodzianek”

Urlop spędzamy w Sandomierzu – pięknym mieście leżącym nad Wisłą; mieście, posiadającym ponad tysiącletnią historię; mieście, które swego czasu pełniło funkcję sedes regni principales, czyli było główną siedzibą władcy; Królewskim Mieście; Małym Rzymie… Można tak pisać jeszcze długo, a i tak większość osób kojarzy Sandomierz tylko i wyłącznie z serialem telewizyjnym „Ojciec Mateusz”…

Nie o tym jednak chcę pisać :). W granicach Sandomierza znajdują się Góry Pieprzowe, będące wschodnim zakończeniem Gór Świętokrzyskich. Korzystając z okazji, postanowiliśmy zrobić wycieczkę i zapoznać się z jednymi z najstarszych gór w Europie, liczącymi ponad pięćset milionów lat.

Góry Pieprzowe pełne „niespodzianek”

Przed wycieczką poszukaliśmy informacji o tym rejonie, a na stronie internetowej przewodników po Sandomierzu natrafiliśmy na ciekawe zdanie, że na wycieczkę w Góry Pieprzowe, najlepiej wybrać się z przewodnikiem. Nie zamierzaliśmy korzystać z tej rady, gdyż trasa nie wydawała się być trudna. Po fakcie może i nie żałujemy decyzji, jednak wiemy, że należałoby się lepiej przygotować.

Z Sandomierza w Góry Pieprzowe najłatwiej dostać się podążając szlakiem czerwonym, przebiegającym przez rynek. My, trochę rozpoznawszy miasto, postanowiliśmy rozpocząć wycieczkę obok „Galerii Sandomierskiej”, oszczędzając sobie tym samym przeprawę przez dość ruchliwą ulicę. Początkowo szlak utrzymany jest dobrze, jednak z każdym krokiem sytuacja się komplikuje, aż w pewnym momencie wchodzi w dość głęboką trawę. Co prawda, równolegle do „ścieżki” – jeżeli można tak to nazwać – biegnącej wałem, podąża ulica Działkowców, jednak naszym celem było iść szlakiem, przynajmniej w jedną stronę. Kilka chwil po wejściu w trawę czekała nas kolejna wątpliwa przyjemność, gdyż przechodziliśmy blisko, naprawdę blisko, oczyszczalni ścieków. Woń wydobywająca się z zakładów towarzyszyła nam dość długo. W końcu dotarliśmy pod rezerwat, gdzie ścieżka wydawała się być lepsza, no i zapachy zostały gdzieś za nami.

Po wejściu do rezerwatu niespodzianki wcale się nie zakończyły – szlak zniknął. W tym momencie zrozumiałem, dlaczego warto te tereny zwiedzać z przewodnikiem :). Podążaliśmy wąską ścieżką, przedzieraliśmy się przez kolczaste pędy róż, co nie dziwiło, gdyż Góry Pieprzowe stanowią największe naturalne Rosarium w Europie, aż weszliśmy do sadu, będącego częścią najwyższego wzniesienia w okolicy.

Droga powrotna minęła dość szybko, tym razem poszliśmy ulicą Działkowców, odpuszczając sobie drogę wśród traw. To była jedyna zaleta tego posunięcia, gdyż zapachy wydobywające się z oczyszczalni nas nie minęły.

Zachód słońca w Górach Pieprzowych

W Góry Pieprzowe wróciliśmy pod wieczór, na zachód słońca. Tym razem oszczędziliśmy sobie wycieczki pieszej, podjechaliśmy do Kamienia Łukawskiego pod Willę Dzika Róża, skąd pieszo do punktu widokowego idzie się około pięciu minut. Widoki nas zachwyciły!

Przy okazji chcieliśmy sprawdzić przebieg czerwonego szlaku. Jakie było nasze zdziwienie, gdy zobaczyliśmy zamazane znaki… Czyżby w Góry Pieprzowe można iść tylko z przewodnikiem, jak to ma miejsce na przykład podczas wycieczek na Gerlach?

Galeria

Informacje praktyczne

Dojazd


Profil trasy

Dojazd

Wycieczkę w Góry Pieprzowe można rozpocząć z sandomierskiego rynku, którędy przebiega czerwony szlak prowadzący w te rejony. My jednak postanowiliśmy zostawić samochód na parkingu przy Galerii Sandomierskiej, oszczędzając sobie tym samym przeprawę przez dość ruchliwą ulicę.

Przewodniki

  • Nasiadka M.: "Małopolski Przełom Wisły. Przewodnik". Rewasz, 2010
  • Praca zbiorowa. "Sandomierz i okolice. Przewodnik po atrakcjach turystycznych". Plan, 2012
  • Praca zbiorowa. "Sandomierz, Kazimierz Dolny i okolice". Plan, 2012

Mapy

  • "Sandomierz i okolice", skala 1:11 000. Wydanie II, Plan, 2011

Strony warte odwiedzenia

X

Podoba Ci się nasz blog? Dołącz do nas na Facebooku!

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Góry Pieprzowe pełne „niespodzianek”"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy