Jak nie Sławkowski, to może Małołączniak?

Jak nie Sławkowski, to może Małołączniak?

Ten tatrzański wypad miał się odbyć rok temu. Prawie wszystko było przygotowane i zapięte na ostatni guzik, jednak na przeszkodzie stanęły upały. Skoro siedząc wygodnie w fotelu zalewał mnie pot, to jak wyglądałoby to w górach? Ostatecznie wyjazd przełożyłem na następny sprzyjający termin, czyli o rok :).

Wstępny plan zakładał dwudniowe wyjście w góry. Krótka narada z Jackiem i obydwoje stwierdziliśmy, że lepiej wyjechać z Katowic w piątek rano, niż wieczorem, aby być wypoczętym na wędrówkę. Następnie zrobił się czwartkowy wieczór, czwartkowy poranek i tym sposobem doszliśmy do wniosku, że wyjeżdżamy w środę wieczorem, znacznie przedłużając weekend. No dobra, a co z wycieczką? Zaplanowana była na dwa dni, można było ją sensownie przedłużyć o jeden, powodując, że ostatni dzień będzie lajtowy, ale przedłużyć o dwa? To raczej nie wchodziło w grę, tak więc jeden dzień był do zagospodarowania.

Dość szybko wymyśliłem, gdzie możemy iść pierwszego dnia. Sławkowski Szczyt (słow. Slavkovský štít, 2452 m n.p.m.) chodzi mi po głowie w końcu od dłuższego czasu, jednak propozycja ta nie przypadła za bardzo do gustu Jackowi i Michałowi. No bo daleko, no bo wysoko, no bo nudno, no bo… Alternatywnie zaproponowali Małołączniak (słow. Malolúčniak, 2096 m n.p.m.), a że nie miałem większego parcia na swój pomysł, to przystałem na tę opcję. Pozostał jeszcze wybór trasy, którą pójdziemy i na tym polu także było wiele sugestii, w końcu o poranku zapadła ostateczna decyzja. Aby obniżyć koszty związane z pozostawieniem samochodu, chcieliśmy uniknąć parkingu w Kirach, decydując się na Gronik skąd biegnie szlak niebieski na Przysłop Miętusi (1189 m n.p.m.). Cała operacja wyszła średnio i pozbyliśmy się 20 PLN :).

Pogoda sprzyjała, delikatne chmury dodawały tylko i wyłącznie kolorytu, przez co szło się bardzo dobrze. Szybko pokonywaliśmy trasę, przez co mieliśmy sporo czasu na częste odpoczynki, podczas których aparaty fotograficzne miały co robić. Stosunkowo szybkie pokonywanie trasy nie było równoznaczne z brakiem wysiłku, gdyż podejście Kobylarzowym Grzbietem dało trochę w kość. W końcu znaleźliśmy się na Czerwonym Grzbiecie, skąd rozlega się ciekawa panorama Giewontu (1894 m n.p.m.) na tle Zakopanego i Podhala. Jak przystało na fotoamatorów, zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę w tym miejscu, tym bardziej, że podejście było za nami. Przynajmniej ja miałem takie poczucie, pogłębione słowami turysty schodzącego – „jak na to wejdziecie, to potem można już biec”. Nic bardziej mylnego! A że nastawienie psychiczne jest bardzo ważne, następne 30 minut mozolnego podejścia stanowiło dla mnie spore wyzwanie. W końcu znaleźliśmy się na Małołączniaku, jednym ze szczytów Czerwonych Wierchów.

Widoki rozpieszczały! Krywań (słow. Kriváň, 2494 m n.p.m.), Świnica (słow. Svinica, 2301 m n.p.m.), Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.), Kopa Kondracka (2005 m n.p.m.), czy też Giewont były na wyciągnięcie ręki. Gdzieś za chmurami skryły się Rysy i Gerlach. Można tu siedzieć godzinami a widoki najpełniej opisuje Walery Eljasz Radzikowski:

Tu dopiero jest co widzieć, na okół doliny z błyszczącemi jak srebro potokami, kiedy niekiedy dolatuje tu szum silnego a najbliższego strumienia od Wierchcichy w dolinie tegoż imienia od południa pod naszemi stopami płynącego. Od zachodu wznosi się wyższy od tego gdzie stoimy szczyt Krzeszanicy. Od południa w dali oko ginie w dolinie Wagu z miasteczkami i wsiami Liptowa; ku południowi dalej po nad rozległym grzbietem Wilekiej Koprowej sterczący dumnie Krywań rozpoczyna szereg szczytów Tatrzańskich, ciągnących się nieprzerwanym łańcuchem aż na daleki wschód.

Za Krywaniem Krótka, Ostra, Solnisko, Gruby Wierch, za nim Baszta, tu przełęcz a za nią Wierch Pośredni rozległy, łączący się granicą z wyniosłą turnią Mięguszowską. Z poza grani występuje Kończysta, Tupa i dziki strasznie i stromy Ganek, zwany także Tatrą lub Wysoką, który, zdaje się, od siebie nadał miano Tatr całej frupie tych olbrzymów karpackich.

Po za Mięguszowską bieleją śniegiem Rysy, szczyty koło Czarnego Stawu nad Morskiem Okiem; po nad Rysami korona całych Tatr, Gierlach, najwyższy szczyt Tatrzański, raczy kiedyniekiedy uchylić czoła z poza obłoków. Poniżej Rysów ciągnie się śnieżny grzbiet Miedzianych, okalający od południa dolinę Pięciu Stawów, zamkniętą przed naszemi oczami Kotelnicą i Walentkową.

Poszczerbiona dziko linia grzbietu tworzy przełęcz zwaną Polskim Grzebieniem, łączy się z Wielką Zimną Wodą i ginie poza bardzo ztąd imponująca Świnnicą, aby się znowu ukazać jako ogrom w postaci Lodowego szczytu. Prawdziwą wyniosłość swą i dzikość Świnnica tylko ztąd i od Poronina przekazuje oczom naszym; szczeliny zalegają płaty wiecznego śniegu a szczyt widocznie obiecuje to, co i spełnia, darząc śmiałego na siebie wędrowca niczem nieprzerwanym widokiem na wszystkie strony świata.

Z poza Świnnicy wygląda Kozi Wierch, Granaty i Wielka Koszysta, poniżej Kościelec i Mała Koszysta. Z poza Wielkiej Koszystej sterczą czubki Hawrania i Murania. Od Świnnicy widać grzbiet zdążajacy ku nam i łączący nas bezpośrednio przełęczami z Świnnicą, gołą Pośrednią Turnią, trawiastą Skrajną Turnią, dalej Liliowe, Beskid, Goryczkowa, Suchy Wierch i najbliższa nas Kopa Kondracka. Od Beskidu odłącza się jedno ramię grzbietu dążące ku dolinie Bystrej przez Ukrocie Kasprowe, Kopę Magury, Kopę Królową, Opaleniec i Boczań.

Walery Eljasz Radzikowski: „Ilustrowany przewodnik do Tatr, Pienin i Szczawnic”, na podstawie wydania z roku 1870, Masterlab 2014.

Po nasyceniu się widokami przeszliśmy na Kopę Kondracką, aby znowu przycupnąć – nigdzie się nam nie spieszyło. Zanim się tam znaleźliśmy, to trochę się przeraziłem. Schodząc z Małołączniaka podejście na Kopę wydaje się spore. Jednak diabeł okazał się łagodny, a widoki były zacne. W końcu jednak musieliśmy się zebrać i zejść do Doliny Małej Łąki przez Przełęcz Kondracką. Po drodze rzuciliśmy jeszcze okiem na Giewont, na zdobycie którego miała ochotę całkiem spora liczba turystów, co nas skutecznie zniechęciło, aby się nań udać. Ostatni fragment wycieczki to spacer Doliną Małej Łąki, podczas którego co rusz zerkaliśmy za siebie, spoglądając na pobliskie szczyty.

Galeria

Informacje praktyczne

Trasa

Odcinek Szlak Czas GOT
Gronik – Przysłop Miętusi niebieski 0 godz. 35 min 5 / 3
Przysłop Miętusi – Kobylarz niebieski 1 godz. 45 min 9 / 3
Kobylarz – Małołączniak niebieski 0 godz. 25 min 6 / 2
Małołączniak – Kopa Kondracka czerwony 0 godz. 20 min 2 / 3
Kopa Kondracka – Przełęcz Kondracka żółty 0 godz. 25 min 1 / 4
Przełęcz Kondracka – Wielka Polana w Dolinie Małej Łąki żółty 1 godz. 15 min 3 / 8
Wielka Polana w Dolinie Małej Łąki – Gronie żółty 0 godz. 25 min 3 / 5
Rzeczywisty czas przejścia:
Czas ruchu:
Czas postoju:
7 godz. 25 min
4 godz. 20 min
3 godz. 05 min
29 / 28

Mapa trasy
Profil trasy

Dojazd

Wyjazd późnym popołudniem oznaczał, że możemy próbować jechać autostradą. Wybór okazał się słuszny i na całej tracie – A4, następnie droga numer 7 – nie było korków.

Przewodniki

  • Nyka J.: "Tatry Polskie. Przewodnik". Trawers, 2003

Mapy

  • "Tatry Polskie. Zachodnie i Wysokie", skala 1:20 000. Wydanie I, Agencja Wydawnicza WIT, 2004
  • "Tatry", skala 1:27 000. Wydanie I, ExpressMap, 2012
  • "Tatry Polskie. Orientacja południowa", skala 1:30 000. Wydanie I, Compass, 2014

Strony warte odwiedzenia

X

Podoba Ci się nasz blog? Dołącz do nas na Facebooku!

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Jak nie Sławkowski, to może Małołączniak?"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
Karola Franieczek | Życie Me

Wycieczka akurat na rozruch. Do tego sprzyjająca aura, cud widoki. Czego chcieć więcej. :)

Jarek

Niczego :) Było fantastycznie, a to był początek…

Kasia / Szukając słońca

ja tam wolę schodzić z Kopy na Halę Kondratową, na piwo ;-) a co do Czerwonych Wierchów – najgorsz ejest pierwsze 4 h podejścia, potem to już w sumie taki przyjemny spacerek, bo różnice wysokości nie są duże

Jarek

Dobre piwo nie jest złe :). Na Wierchach byłem dawno temu, ale pogoda nie dopisała (widzialność ograniczona do 2-3 metrów) wtedy, dlatego tym razem się cieszyłem. Planuję jeszcze wrócić tam w tym roku, aby zobaczyć je jesienią.

Skadi

Pamiętam jak parę lat temu zrobiliśmy sobie z moimi kumplami wycieczkę na Czerwone Wierchy, gdzie w przerwach rozgrywaliśmy karcianą partyjkę :D Aha i mieliśmy fazę liczenia zakonnic w Tatrach :D

Jarek

Zamiast cieszyć się widokami Wy w karty graliście… No ładnie :D.
Na Czerwonych Wierchach zakonnic jest bez liku, to trzeba przyznać :).

wpDiscuz