Spis treści
Kto był choć raz na wyjeździe integracyjnym, ten wie, że rządzi się on własnymi prawami. Kolacja, rozmowy do późna i zegarek, który nieubłaganie zbliża się do północy… A jednak gdy lądujesz w górach, grzechem byłoby przespać okazję do porannego wyjścia na szlak.
Nasza ostatnia firmowa integracja odbyła się w hotelu Crystal Mountain w Wiśle. Skoro dookoła był Beskid Śląski, jeszcze przed wyjazdem rzuciłem w biurze pytanie: „Kto idzie ze mną rano na wschód słońca?”.
Liczba chętnych zwaliła mnie z nóg. Zgłosił się aż jeden śmiałek: Robert. Miałem więc kompana na nocną wędrówkę.
Pobudka o 3:39
Pierwszy dzień integracji upłynął pod znakiem sportowej rywalizacji, a na koniec była kolacja. Bawiliśmy się dobrze, ale znam swoje możliwości, więc po 23:00 grzecznie wymknąłem się do pokoju, aby się wyspać i spokojnie wstać o 4:00. Robert zaś uznał sen za szczegół i o 3:39 dostałem od niego SMS-a: „Jestem gotowy do wyjścia”.
O 4:15 ruszyliśmy. Według mapy podejście miało zająć około dwóch godzin, a słońce miało wzejść tuż po 6:30. Czasu było w sam raz.
Nocą przez las
Przez uśpioną Wisłę przeszliśmy z czołówkami na głowach. Tylko kilka razy musieliśmy szukać oznaczeń i szybko trafiliśmy na żółty szlak prowadzący na Trzy Kopce Wiślańskie. Szlak nie nastręcza problemów orientacyjnych i nawet po ciemku łatwo się idzie. W trudniejszych miejscach oznakowanie jest gęste, a światło czołówki bez problemu wyłapywało kolejne paski na drzewach.
Nocą las wygląda jednak zupełnie inaczej. Wyobraźnia zaczyna pracować na pełnych obrotach, zwłaszcza gdy w ciemności nagle zapalają się dziesiątki małych, odbijających światło oczu. Na szczęście towarzyszyły nam tylko lisy, sarny i spore stado jeleni, które niechcący spłoszyliśmy z leśnej polany.
Telesforówka. Czyli jeleń, drzemka i wschód bez słońca
O pierwszym brzasku dotarliśmy do Przytuliska Telesforówka. Tam napędziliśmy stracha kolejnemu jeleniowi. Zwierzę jednym susem przeskoczyło płot i zniknęło w zaroślach, zaledwie kilka metrów od nas. Robert przegapił ten pokaz dynamiki polskiej fauny, bo akurat… zaczytał się w ulotkach. No cóż, bywa i tak.
Do spektaklu mieliśmy jeszcze trochę czasu, więc schowaliśmy się w drewnianym szałasie przy Telesforówce i spróbowaliśmy uciąć sobie półgodzinną drzemkę odsłonięci od wiatru.
Nie każdy wschód słońca w górach wygląda jak z pocztówki. Tym razem natura utarła nam nosa, chmury zasłoniły horyzont, tym samym wschodzącego słońca nie zobaczyliśmy. Za to mogliśmy patrzeć, jak budzi się dzień, a niebo powoli zmienia kolory nad Beskidami.
Zejście, czyli strome odkrycie
Poranny przymrozek szybko zaczął dawać się nam we znaki, więc nie czekaliśmy długo i ruszyliśmy z powrotem tym samym żółtym szlakiem. Wtedy czekało nas największe zaskoczenie całej wycieczki, bo okazało się, że jest tu naprawdę stromo. W nocy, skupieni na krokach i świetle z czołówek, w ogóle tego nie zauważyliśmy.
Bezpiecznie wróciliśmy do Crystal Mountain. Mieliśmy jeszcze czas na chwilę odpoczynku i śniadanie, a drugi dzień integracji zaczęliśmy z poczuciem, że poranek został wykorzystany najlepiej, jak się dało.
Szukasz więcej inspiracji na tę porę roku?
Zajrzyj do naszego przewodnika jesień w górach – gdzie jechać i kiedy. Zebraliśmy w nim najpiękniejsze pasma, kalendarz kolorów, zestawienie tras i porady sprzętowe.
Galeria
Informacje praktyczne
Lokalizacja
Odcinki trasy i czasy przejścia
Mapa trasy
Profil wysokościowy
Jakie mapy polecamy w teren?
- "Beskid Śląski dla wymagających", skala 1:25 000. Wydanie III, Wydawnictwo Kartograficzne Compass, Kraków 2024





