Zimowe Sudety i Śnieżnik (prawie) na skiturach

Zimowe Sudety i Śnieżnik (prawie) na skiturach

Rezerwacji noclegów, w znanej nam z letniego pobytu wsi Bielice, dokonaliśmy w grudniu, licząc, że w marcu będzie jeszcze śnieg :). Główny powód wyboru terminu to chęć uniknięcia „feriowiczów”, tak więc wcześniejsze daty odpadały, czego w sumie nie żałowaliśmy, gdyż warunki zimowe na szlakach były nijakie. Sami zaś, tak na wszelki wypadek, oprócz sprzętu zimowego zabraliśmy też ekwipunek do wiosennych wycieczek, coby zmniejszyć szansę pogodzie na pokrzyżowanie planów. Szczęśliwie dla nas, już pierwszego dnia pobytu spadło sporo śniegu, który utrzymał się przez cały tydzień.

Śnieg spadł, ale cały czas było pochmurno, co nie zachęcało za bardzo do górskich wyjść. Znudziły się nam wycieczki podczas których mało co widać, a ponieważ trochę czasu mieliśmy, to też na siłę nie wychodziliśmy w góry. Prognozy pogody mówiły, że weekend będzie całkiem przyjemny, tak więc cierpliwie czekaliśmy i w te pochmurne dni trochę pozwiedzaliśmy okolicę – między innymi Złoty Stok i Kopalnię Złota, oraz… szpital w Polanicy-Zdroju. No cóż, nie obyło się bez narciarskich upadków i nabyliśmy nowe doświadczenie związane z wezwaniem GOPRu na stoku i dalszymi tego konsekwencjami. Na szczęście całość skończyła się na strachu. Pozostały czas spędzaliśmy na stokach Czarnej Góry, korzystając z uroków śniegu.

Kopalnia Złota w Złotym Stoku Kopalnia Złota w Złotym Stoku

Zaprawa na biegówkach

Prognozy pogody się sprawdzały. Po pochmurnych dniach przyszły przejaśnienia a wraz z nimi bardziej aktywny czas dla nas. Na pierwszy ogień poszły biegówki, które poniekąd planowaliśmy. Z uzyskanych wcześniej informacji wiedzieliśmy, że w Starym Gierałtowie znajduje się wypożyczalnia sprzętu Wildcat z nowymi nartami, a w Bielicach rozpoczynają się, dobrze utrzymane, szlaki narciarstwa biegowego. Szlaków jest całkiem sporo, można robić wypady krótkie, dłuższe i jeszcze dłuższe – w sumie do woli. Dla nas, czyli laików w tym temacie, wystarczyła trasa 12 kilometrowa, aby zaprzyjaźnić się z tą formą turystyki. Mam nadzieję, że nie tylko mnie się podobało :).

Dla Ani i dla mnie nie był to zupełny debiut na biegówkach. Prawie dziesięć lat temu mieliśmy okazję skosztować tej aktywności, jednak nie do końca był to udany start. Otóż udaliśmy się do polskiej mekki narciarstwa biegowego, czyli Jakuszyc, ale jak na złość, śniegu wtedy było tyle, co kot napłakał. Nawet instruktor wspominał, że zawsze są metrowe zaspy, a my dosłownie omijaliśmy kamienie… Jak na debiutantów przystało, zaliczyliśmy kilka upadków, które ze względu na okoliczności aury znacznie poobijały nam tyłki. Tym razem było znacznie lepiej!

Krótka wycieczka na biegówkach z Bielic Krótka wycieczka na biegówkach z Bielic

Celujemy w Śnieżnik na skiturach

Następnego dnia zabrałem Anię na skitury. Plan był bardzo prosty – jedziemy pod Czarną Górę, wypożyczamy sprzęt, wjeżdżamy wyciągiem i o własnych siłach podchodzimy pod i zdobywamy najwyższy szczyt w okolicy, czyli Śnieżnik (1425 m n.p.m.), po czym wracamy na koniec ciesząc się zjazdem na stoku. Poprzednie wypady na Czarną Górę, celem uprawiania narciarstwa zjazdowego, znacznie uśpiły naszą czujność, co też przełożyło się na całość wycieczki. Otóż w tygodniu nie było prawie wcale narciarzy, co wiązało się z brakiem kolejek do kas, wyciągu. A teraz była sobota… Już sam brak miejsc na parkingu nie wróżył niczego dobrego i w sumie straciliśmy prawie 2 godziny zanim znaleźliśmy się u góry. A planowałem ten etap zamknąć w 15 minutach. No cóż. Dodatkowo wypożyczony sprzęt był marnej jakości, narty ciężkie, buty ciężkie i nie do końca działające prawidłowo – pomiędzy ustawieniem do zjazdu, a do marszu w jednym bucie z pary nie było za bardzo różnicy. Tak więc przyszło nam zmagać się z czasem, ciężkim sprzętem i… cieszyć wycieczką :)!

Pogoda zdecydowanie dopisała, no może nie zdecydowanie, ale w 90%. Łatwa trasa, widoki, lekkie chmury prawie na całym niebie, dużo śniegu. Tak można opisać tę wycieczkę. Delikatne nachylenie zmuszało do wysiłku, który na dobrą sprawę zakończył się w schronisku pod Śnieżnikiem, gdyż już wcześniej zrezygnowałem ze zdobywania szczytu. Chmury były delikatne na całym niebie, za wyjątkiem właśnie tego szczytu, gdzie osiadły na dobre i nijak nie miały zamiaru odpuścić. Przy schronisku okazało się, że widoczność jest kiepska, więc wchodzenie mijało się z celem. A miałem nadzieję na widoki przynajmniej zbliżone do tych, których doświadczyła Skadi na Grani i Artur z Gór ponad chmurami. Trochę żałowałem, ale tylko trochę… W sumie cieszyłem się już powrót.

A ten minął szybko. Za szybko. Po drodze było małe podejście, jednak większość trasy to zjazd o łagodnym nachyleniu. Dojechaliśmy do trasy zjazdowej na Czarnej Górze, gdzie nikogo nie było, a sekundę przed nami przejechał ratrak. Okazało się, że trafiliśmy na przerwę dla narciarzy i przygotowywanie stoku, tak więc mieliśmy go tylko dla siebie :). To było udane zakończenie dnia.

Śnieżnik spowiły chmury... Śnieżnik spowiły chmury...

Galeria

Informacje praktyczne

Trasa

Odcinek Szlak Czas GOT
Polana Żmijowa – Rozdroże pod Żmijowcem czerwony 1 godz. 40 min 5 / 4
Rozdroże pod Żmijowem – Hala pod Śnieżnikiem czerwony 0 godz. 25 min 2 / 1
Hala pod Śnieżnikiem – Rozdroże pod Żmijowem czerwony 0 godz. 05 min 1 / 2
Rozdroże pod Żmijowcem – Polana Żmijowa czerwony 1 godz. 10 min 4 / 5
Polana Żmijowa – Sienna czerwony 0 godz. 20 min 4 / 7
Rzeczywisty czas przejścia:
Czas ruchu:
Czas postoju:
5 godz. 20 min
3 godz. 00 min
2 godz. 20 min
16 / 19

Mapa trasy
Profil trasy

Dojazd

Z Katowic w rejon Masywu Śnieżnika można dojechać samochodem na kilka sposobów. My wybraliśmy wariant autostradą w stronę Wrocławia i zjazd w okolicach Opola na drogę numer 46, kierunek: Niemodlin, Nysa, Paczków. W Paczkowie można zjechać na drogę 382 i przez Czechy dostać się do Lądka Zdroju – ten wariant jest najszybszy, ale uwaga na kontrole :). Czeska policja lubi zatrzymywać polskie samochody na tym odcinku. Paczków można przejechać i dopiero w Złotym Stoku odbić na drogę 390, prowadzącą do Lądka, jednak ta trasa jest dość dziurawa. Złoty Stok można przejechać, dostać się do Kłodzka i wjechać na drogę 33, a następnie na 392 i ostatecznie znaleźć się w tym samym miejscu.

Przewodniki

  • Brygier W., Dudziak T.: "Ziemia Kłodzka. Przewodnik". Oficyna Wydawnicza "Rewasz", Pruszków 2010
  • Szymczak M., Radwański K., Kalińska D.: "Sudety Wschodnie". ExpressMap, Warszawa 2007

Mapy

  • "Szlak narciarstwa biegowego. Góry Bialskie, Masyw Śnieżnika". Wydanie II. Skala 1:30 000, Wydawnictwo Kartograficzne Compass, Stronie Śląskie 2014
  • "Ziemia Kłodzka". Wydanie VII. Skala 1:50 000, Wydawnictwo Kartograficzne Compass, Kraków 2009
  • "Masyw Śnieżnika. Góry Bialskie". Wydanie IV. Skala 1:35 000, Wydawnictwo Kartograficzne Compass, Kraków 2007

Strony warte odwiedzenia

X

Podoba Ci się nasz blog? Dołącz do nas na Facebooku!

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Zimowe Sudety i Śnieżnik (prawie) na skiturach"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
Skadi

Marzy mi się skiturowy Śnieżnik, ale to już nie w tym sezonie. Fajnie, że i biegówki i skitury pojawiły się podczas Waszego pobytu w górach. Myślę, że pomimo tych przeciwności pogodowych czy innych opisanych w tekście to wypad należy zaliczyć do udanych :) Jedno tylko zażalenie do relacji – gdzie Wy jesteście na zdjęciach? ;) Uściski!

Jarek

Nad zdjęciami popracujemy. Obiecuję!

Oczywiście, że wypad był udany. Ten tydzień był najbardziej zimowy w tym sezonie, przynajmniej z naszej perspektywy, więc narzekać nie możemy :)

Artur Szymanowski

Dobrze, że nic się nie stało i mieliście tylko okazję spotkać pewnie miłych Panów goprowców.

Szkoda, że nie była Wam dane zobaczyć czegokolwiek ze Śnieżnika, ale tak czasem bywa. Znajomy był na nim 4 razy, zanim cokolwiek z niego zobaczył.

Cieszy na pewno zimowa aura, któa w tym roku raz była, a raz znikała.

Jarek

Panowie byli mili i wielkie Im dzięki za wszystko.

No tak, Śnieżnik. Byłem na nim raz i wtedy ledwo widziałem swoje buty… Ale będę polował na lepszą aurę, bo widoczki z Twej relacji zachęcają do wchodzenia na ów szczyt.

Karola Franieczek | Życie Me

Dobrze, że nic się nie stało i skończyło się na strachu.
A Śnieżnik widzę, że bardzo lubi się z chmurami niezależnie od pory roku. Dookoła fajna aura i widoczność, a szczyt spowity chmurną zasłoną.

Jarek

Dobrze, dobrze. Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu traktuję to jako cenne doświadczenie.
Aura była cudna wszędzie, tylko nie w otoczeniu szczytu. No nic, zdarz się :), nam nawet dość często.

wpDiscuz