Sudeckie fotowarsztaty na Końcu Świata – recenzja

Sudeckie fotowarsztaty na Końcu Świata – recenzja

Myśl o wzięciu udziału w kursie fotograficznym chodziła mi po głowie od dawna. Znudziło mi się robienie zdjęć dla samego ich robienia – chciałem wreszcie rozpocząć przenosić to, co widzi oko, na kadr, czy też monitor, a kurs miał mi w tym pomóc. Sudeckie fotowarsztaty na Końcu Świata, organizowane przez Pawła Brzozowskiego wydawały się strzałem w dziesiątkę – dwa pełne dni (24-26.05) poświęcone fotografii spędzone w Górach Stołowych. Czego chcieć więcej?

Harmonogram kursu z całą pewnością jest bardzo ciekawy i zgodnie z nim każdy powinien znaleźć coś dla siebie:

  • Piątek
    • 17:00: Wykład teoretyczny z ćwiczeniami, pokaz slajdów (część I)
    • 19:00: Kolacja
    • 20:00: Wykład teoretyczny z ćwiczeniami, pokaz slajdów (część II)
  • Sobota
    • 4:30: Wyjście na wschód słońca (godzina zależna od pory roku)
    • 8:00: Śniadanie
    • 9:00: Wycieczka plenerowa na Szczeliniec (919 m n.p.m.)
    • 15:00: Obiad
    • 16:30: Wycieczka plenerowa
    • 19:30: Kolacja
    • 20:30: Sauna zewnętrzna i balia i/lub pokaz filmu
  • Niedziela
    • 8:00: Śniadanie
    • 9:00: Wycieczka plenerowa do Błędnych Skał (853 m n.p.m.)
    • 11:00: Wykład teoretyczny, podsumowanie, dyskusja
    • 13:00: Zakończenie, obiad

Tyle teorii :). Programu nie udało się zrealizować w całości, gdyż pogoda znacznie pokrzyżowała plany. W ten sposób odpadło m.in. wyjście na wschód słońca.

Czy było warto?

Osobiście czuję spory niedosyt po zakończonym kursie, związany przede wszystkim z praktyczną nauką fotografii, a raczej jej brakiem. Podczas wykładów teoretycznych, a i owszem zostało poruszonych wiele tematów, ale wyjścia plenerowe opierały się przede wszystkim na samodzielnym robieniu zdjęć, bez większej pomocy ze strony prowadzącego. W ten sposób dość trudno było przećwiczyć zdobytą wiedzę w praktyce.

Myślę, że częściowym powodem takiego stanu byli pozostali uczestnicy, którzy w fotografii z całą pewnością byli dużo bardziej zaawansowani niż ja. W przypadku tego turnusu hasło ze strony internetowej „nasze zajęcia przeznaczone są dla początkujących i średnio zaawansowanych fotoamatorów” nie znalazło odzwierciedlenia w rzeczywistości.

Noclegi były zorganizowane w malutkiej, bardzo urokliwej wsi Pasterka (bardzo duże problemy z zasięgiem telefonów komórkowych), w Domu Wypoczynkowym Szczelinka. Na warunki nie ma co narzekać, było naprawdę przyzwoicie, jeżeli mowa o 2-3 noclegach. Na dłuższy postój raczej poszukałbym czegoś innego, gdyż pokoje były malutkie – przynajmniej ten nasz. Natomiast jedzenie – pierwsza klasa!

Podsumowując, przy koszcie 349 zł od osoby – było warto, głównie ze względu na noclegi i posiłki. A sam kurs? No cóż, ja muszę poszukać czegoś innego :)

Galeria

X

Podoba Ci się nasz blog? Dołącz do nas na Facebooku!

  • Jacek

    Bardzo ładne zdjęcia.

    • Jarek

      Bardzo dziękujemy :). Staramy się, jak możemy, aby się podobało.

  • Wiesz, kiedyś się zastanawiałam nad takimi warsztatami, ale miałam obawy, że po części teoretycznej każdy będzie puszczony samopas i w praktyce będzie miał problem wdrożyć teorię. Może to zależy od prowadzącego? Może za duża grupa? Tak szczerze, zwiększyliście swoje foto umiejętności po warsztatach?
    Pozdrawiam :)

    • W przypadku tych warsztatów masz rację – przynajmniej ja miałem problemy z przełożeniem teorii na praktykę. Czułem się trochę jakbym przeczytał podręcznik i poszedł focić, spodziewając się nie wiadomo czego. Myślę, że wiele czynników się na to złożyło – grupa (może nie tyle duża, co z dużą większymi umiejętnościami od naszych), prowadzący, pogoda…

      Czy te warsztaty pomogły w zwiększeniu umiejętności? Nie, nie za bardzo…

Udostępnij
+1
Tweetnij
Przypnij