Bułgarskie wojaże – Musała

Bułgarskie wojaże – Musała

Znaleźliśmy się w Bułgarii. Nie, że niespodziewanie, gdyż już w lutym na stronie katowickiego oddziału PTTK moje bystre oko dostrzegło wycieczkę o intrygującym tytule „Wczasy Aktywne. Górskie Wojaże: Bułgaria”. Po rozważeniu plusów (sami byśmy tam teraz raczej nie pojechali) i minusów, co jest generalnie wątkiem na osobny wpis, postanowiliśmy wziąć w tym udział.

Będąc w Bułgarii, grzechem byłoby nie wejść na najwyższy górski szczyt tego kraju, Europy Wschodniej, jak i całego Półwyspu Bałkańskiego – Musałę (bułg. Мусала – 2925 m n.p.m.), czyli „Górę Boga”.

Wojaże zainaugurowaliśmy z rozmachem. Po dwóch dniach całkiem przyjemnego, acz już dokuczliwego siedzenia w busiku, rozpoczęliśmy od wycieczki na rozprostowanie nóg, gdzie do pokonania było ponad 25 kilometrów i dodatkowo 1600 metrów podejścia. Wstępne plany (jeszcze lutowe) były delikatnie rzecz ujmując inne, jednak pokrzyżowała je pogoda – akurat tydzień naszego pobytu miał być częściowo deszczowy, toteż wyjścia dobieraliśmy zgodnie z prognozami. A tak się złożyło, że niedziela, pierwszy dzień naszego pobytu, miała być najładniejsza, więc decyzja dotycząca celu wycieczki mogła być jedna.

W planach wieczornych i śniadaniowych nie wyglądało to źle. Zarówno dystans, jak i różnica wysokości były znacząco mniejsze, ponieważ na wysokość prawie 2400 m n.p.m. mieliśmy dostać się z wykorzystaniem kolejki. Tak więc, bardzo spokojnie, o 9:00 rano cała zwarta grupa zameldowała się pod kolejką, tworząc kolejkę :) po bilety. Niestety, żadna z kolejek się nie ruszała. A wszystko to przez zbyt duży wiatr. Tym też oto sposobem, z samego rano, bo chwilę przed 9:30, wyruszyliśmy na podbój bułgarskich gór.

Wszyscy powtarzają, że w góry wychodzić należy jak najwcześniej. I albo 9:30 to wczesna godzina, albo coś mi się pomieszało :), niemniej zaczęliśmy właśnie wycieczkę na najwyższy szczyt Bułgarii. Dodając do naszej wczesnej godziny wyjścia informację z przewodników i Internetów, że ową trasę warto rozłożyć na dwa dni, gdyż jej pokonanie zajmuje bardzo dużo czasu (do 7 godzin w jedną stronę), nie obiecywałem sobie za wiele (ale wiadomo, że Internety kłamią!). Nasze tempo (dość spacerowe, bez wywieszania języka i łapania z trudem powietrza) utwierdzało mnie w przekonaniu, że gdzieś dojdziemy, poznamy trochę „te” góry i po prostu wrócimy. No, ale nie byłbym sobą, gdybym nie stawiał sobie (nam?) jakiś celów :). Cel pierwszy był prosty – jeżeli do 13:00 znajdziemy się przy schronisku Musała (bułg. Мусала), to pójdziemy dalej.

Tak więc szliśmy sobie z Anią na szarym końcu, dając się całej grupie wyszaleć (chyba złapali wiatr w żagle… znaczy we włosy i pognali), podziwialiśmy „beskidzkie” krajobrazy, omijaliśmy dość gęsto rosnący Barszcz Sosnowskiego, przedzieraliśmy się przez kosówkę, dostrzegliśmy nawet gdzieś tam strasznie daleko majaczący szczyt, potencjalny cel wycieczki i po trochę ponad trzech godzinach doszliśmy do schroniska. A godzina zero nie wybiła! Oznaczać to mogło tylko, że po krótkim odpoczynku zmierzymy się z celem drugim, a więc podejdziemy do schronu „Lodowe Jezioro” (bułg. Заслон „Ледено езеро”).

Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy dalej, przemierzając tym razem „tatrzańskie” krajobrazy i co ciekawe, znaleźliśmy się dziwnym trafem na początku stawki. Nie, żeby mi to przeszkadzało :).

Minęła godzina z minutami i byliśmy w schronie. Za nami był już całkiem spory kawałek drogi, czas mieliśmy też niezły i… chcieliśmy napić się czegoś innego niż woda, którą dzielnie targaliśmy w plecakach, ale której z każdym krokiem ubywało. Kupiłem więc puszki coca-coli i ogarnęło mnie zdziwienie, gdy przeczytałem na jednej z nich „Księżniczka” a na drugiej „Bąbelek”. Czyżby powietrze bułgarskie spowodowało, że w mig nauczyłem się tego języka? Nie, nie, coś musiało być tak. Zagadkę wyjaśniła niezawodna Ania – przejechaliśmy prawie 1500 kilometrów i weszliśmy na wysokość ponad 2700 m n.p.m., aby napić się coli pochodzącej z Warszawy. Ech…

Po szybkim łyku rozdzieliliśmy się. Ania zażywała uroków schroniskowego życia, a ja „wskoczyłem” na Musałę (bułg. Мусала – 2925 m n.p.m.), nic sobie nie robiąc z przewodnikowego czasu podejścia. Ale nie pędziłem na złamanie karku, gdyż widoki na to nie pozwalały – po pokonaniu pewnej granicy, ochów i achów nie było końca, a migawka działała prawie bez przerwy. Po sesji przed-szczytowej i szczytowej, czas było wracać, w końcu wiele kilometrów czekało jeszcze do przejścia.

Droga powrotna nie robiła na nas większego wrażenia, poza tym, że dopiero teraz dostrzegliśmy, że nie było tutaj płaskiego fragmentu. Było to jednostajne wejście/zejście, co z każdym kolejnym kilometrem było coraz bardziej męczące. Tak więc szliśmy, szliśmy, szliśmy, aż w końcu, po ponad 10 godzinach, znaleźliśmy się w upragnionym hotelu.

Galeria

Informacje praktyczne

Trasa

Odcinek Szlak Czas
Borowiec – Schronisko Musała
(dystans: 9.5 km; wznios: 950 m)
czerwony 3 godz. 15 min
Schronisko Musała – Schron „Lodowe Jezioro”
(dystans: 2.5 km; wznios: 300 m)
czerwony 1 godz. 10 min
Schron „Lodowe Jezioro” – Musała
(dystans: 1 km; wznios: 205 m)
czerwony 0 godz. 20 min
Musała – Schron „Lodowe Jezioro”
(dystans: 1 km)
czerwony 0 godz. 20 min
Schron „Lodowe Jezioro” – Schronisko Musała
(dystans: 2.5 km)
czerwony 1 godz. 00 min
Schronisko Musała – Borowiec
(dystans: 9.5 km)
czerwony 3 godz. 00 min
Rzeczywisty czas przejścia:
Czas ruchu:
Czas postoju:
10 godz. 30 min
8 godz. 30 min
2 godz. 00 min

Mapa trasy
Profil trasy

Dojazd

Do Bułgarii jechaliśmy busem, wybierając drogę przez Czechy, Słowację, Węgry (przejście graniczne Szeged), Serbię, aby ostatecznie znaleźć się w Bułgarii. Zaletą tej trasy są naprawdę dobre drogi na międzynarodowej trasie E75 biegnącej z Budapesztu do Aten. Trzeba mieć na uwadze, że autostrady w Serbii są płatne.

Przewodniki

Mapy

  • "Riła", skala 1:50 000. Domino

Strony warte odwiedzenia

X

Podoba Ci się nasz blog? Dołącz do nas na Facebooku!

Udostępnij
+1
Tweetnij
Przypnij