A Ty jak się ubierasz na zimową wycieczkę?

A Ty jak się ubierasz na zimową wycieczkę?

Zima powoli ma się ku końcowi, w dolinach o śniegu już zapomniano, ale biały puch leży jeszcze w górach (ostatnio nawet sporo napadało). Temat górskiego ubioru zimowego jest więc aktualny, i z całą pewnością nie jest błahy – przynajmniej dla mnie, gdyż zawsze na początku sezonu zastanawiam się, co ubrać, aby było dobrze.

Ubiór zimowy jest krytycznym elementem wycieczek i powinien spełniać kilka, na pozór wykluczających się, cech. A więc: musi być odpowiednio ciepły; musi odprowadzać pot; a nade wszystko – przynajmniej dla mnie – musi być wygodny, czyli nie może krępować ruchów. Tak jak w przypadku pozostałych pór roku ubiór na tak zwaną cebulkę jest praktyczny, tak w przypadku zimy, jest niezbędny.

Poniższy zestaw jest dość uniwersalny i sprawdza się w przypadku wycieczek pieszych, na rakietach, czy też skitourowych. W góry zimą zacząłem chodzić niedawno, a od kilku sezonów nie ma jakiś nadzwyczaj ekstremalnych temperatur, więc w takich warunkach pewnie przydadzą się jakieś modyfikacje.

Ubierz się na „cebulkę”

Bielizna, a więc pierwsza warstwa, jest bardzo istotna. Trudno mi sobie wyobrazić, że w trakcie wycieczki noszę ze sobą przykładowo 3 podkoszulki, aby je co jakiś czas zmieniać. Szczęśliwie, nie ma takiej potrzeby. Na warunki zimowe mam koszulkę z wełny merino z wysokim kołnierzem, dodatkowo chroniącym szyję. Spełnia ona wszystkie stawiane przeze mnie wymagania.

Jak widać, w przypadku koszulek nie mam problemu, ale z bielizną na nogi już tak różowo nie jest. Otóż, nie jestem w stanie ubrać żadnego materiału, który przylega ściśle, czy też opina skórę. Wszelkie kalesony, leginsy, najzwyczajniej w świecie odpadają. Na szczęście, jestem osobą zimnolubną, więc nie stanowi to większego problemu, gdyż ta warstwa w moim przypadku jest konieczna, gdy temperatura osiąga około -15 stopni Celsjusza. I wtedy w sukurs przychodzą spodnie z najcieńszego polaru. Wygodne, a przede wszystkim – luźne.

Jak bywało…

Miałem na sobie: 1) wełniany podkoszulek, 2) ciepłą koszulkę, tak zwaną jegierowską, 3) cienką koszule wełnianą, 4) grubą koszulę wełnianą, 5) lekki puszysty sweter, 6) bardzo lekką, ale za to nieprzewiewną wiatrówkę, uszytą z jedwabiu spadochronowego, 7) ciepły i gruby sweter wełniany, 8) wełnianą kurtkę na jedwabnej podszewce, 9) wiatrówkę-skafander z lekkiego, ale nieprzewiewnego i nieprzemakalnego płótna, z kapturem.

W. Ostrowski: „Wyżej niż kondory”

Kiedy pierwsza warstwa jest już ubrana, należy coś na nią nałożyć. Po pierwsze – polar. W praktyce u mnie wygląda to tak, że przez 80% czasu przebywania na zewnątrz, stanowi on również ostatnią warstwę (chyba, że temperatura osiąga poziom krytyczny). Kiedy jest przeraźliwie zimno, czy też pojawia się ogromy wiatr lub deszcz, nakładam na to wszystko kurtkę membranową. Kurtkę – nie puchową, ale chroniącą przed wiatrem i deszczem, mająca wywietrzniki, które sprawdzają się rewelacyjnie! Od dłuższego czasu przymierzam się do kupienia jakiegoś windstopera (element stroju, którego bardzo mi brakuje), który spowoduje, że kurtka będzie zakładana znaczniej rzadziej.

Co do spodni, to jest znacznie prościej. Mam jedne, lekko ocieplane, wodoodporne, z wywietrznikami, które prawie cały czas są otwarte. Gwarantuje to odpowiednią temperaturę i przepływ powietrza.

Nie zapominaj o…

Sam się zastanawiam, czy te dodatki nie są najważniejsze w tym wszystkim. Nie wyobrażam sobie wycieczki, bez jakiegokolwiek elementu z tego zestawu…

Czapka. A najlepiej co najmniej dwie. Górskie wycieczki pokazały mi, jak bardzo głowa się poci, a nie ma nic gorszego od ubrania mokrej czapki z powrotem na głowę. Sam noszę jedną cienką czapkę polarową (przydałaby się druga…) i jedną grubszą. Zestaw waży niewiele, zajmuje jeszcze mniej miejsca w plecaku, a zapewnia komfort. W tym miejscu warto jeszcze wspomnieć o kapturze – dobrze, jak takowy w kurtce jest. Przydaje się.

Rękawiczki. Jak jest czapka, to są i one. Tak samo, warto mieć kilka par cieńszych, chroniących głównie przed wiatrem (podczas szybkiego marszu w dłonie raczej nie jest zimno), i co najmniej jedne cieplejsze. Te ostatnie ubieram rzadko, ale bywają potrzebne.

Buff. Jestem jednym z największych fanów tego kawałka materiału, od momentu, kiedy go po raz pierwszy ubrałem. Nareszcie szalik, który wiecznie był gdzieś mokry, czasami ubrany tak, że część szyi nie była osłonięta, zostaje w domu. Został zastąpiony czymś tak bardzo niepozornym.

A Wy, co ubieracie na siebie? Co musicie mieć, aby mieć zapewniony komfort?

X

Podoba Ci się nasz blog? Dołącz do nas na Facebooku!

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz