Tatry spontanicznie. Grześ. Rakoń. Wołowiec.

Tatry spontanicznie. Grześ. Rakoń. Wołowiec.

Zaniedbałem te „nasze” Tatry. I to bardzo. Jakoś zawsze mam tam daleko, a przecież są to piękne góry, dla wielu – naj. W końcu postanowiłem powiedzieć dość wymówkom, wykorzystać sprzyjające okoliczności i zawitać choć na chwilę w tej krainie. Na dobry początek – klasyk w Dolinie Chochołowskiej, czyli Grześ (1653 m n.p.m.), Rakoń (1879 m n.p.m.) i Wołowiec (2064 m n.p.m.).

Decyzja wyjazdu zapadła spontanicznie, podczas… spaceru z psem :). Od pomysłu do realizacji minęła chwila, jeden telefon (oczywiście, że do Jacka :) ), i już się szykowałem na wyjazd.

W Tatrach byłem tylko kilka razy i może szlaków górskich za bardzo jeszcze nie znam, doliny znam doskonale :). Tak się jakoś zdarzało, że jak bywałem w okolicach Zakopanego, to pogoda nie zachwycała, dając mi sporo możliwości poznawania najniższych partii górskich. To był jeden z powodów małego, chytrego planu, aby trasę do schroniska na Polanie Chochołowskiej pokonać wypożyczonym rowerem (w rzeczywistości punkt zdawania rowerów jest zlokalizowany w okolicach Wyżniej Bramy Chochołowskiej), co przypadło mi do gustu, w szczególności droga powrotna, podczas której nie ma konieczności w ogóle naciskania na pedały :).

Tak więc etap pierwszy bardzo szybko był za nami i po krótkiej wizycie w schronisku przyszło nam rozpocząć rzeczywistą wędrówkę. Sprzyjająca pogoda dodawała sił, przez co znacznie szybciej, niż informują szlakowskazy, znaleźliśmy się na Grzesiu. Widoki zachwycały, nie pozostawało nic innego, jak wyciągnąć aparaty i je uwiecznić. „Bawiliśmy” się dość długo w fotografów amatorów, w końcu jednak na szczycie zjawiło się sporo turystów, więc ustąpiliśmy im miejsca, udając się na Rakoń.

Panorama z Grzesia Panorama z Grzesia

Przyjemnie się szło, przyjemnie… Szkoda, że krótko, bo do podejścia, na którym dopadł mnie kryzys. Siły mnie opuściły, panoramy przestały robić na mnie wrażenie. Szedłem, nie mając z tego żadnej przyjemności. Ów kryzys pogłębiły jeszcze trzy dziewczyny, które dosłownie prawie że wbiegły na szczyt i z marszu ruszyły na dalszy podbój Tatr (przez chwilę przeszła mi myśl, że być może przygotowują się do zbliżającego się Biegu ultra Granią Tatr). W końcu jednak znaleźliśmy się na Rakoniu, gdzie, jak się okazało, wystarczyło niecałe pół godziny, abym odzyskał wigor.

Pomimo tego, że Rakoń jest bardzo ładnie położonym szczytem, zdjęć z niego nie mam. Znaczy się mam, ale nie takie, które należy pokazać :). Chciałem zrobić piękne fotki, jednak przekombinowałem z ustawieniami aparatu i wyszło to średnio :).

Po krótkim odpoczynku, ruszyliśmy dalej. Podejście na Wołowiec, pomimo tego, że wygląda „poważnie”, okazało się (przynajmniej dla mnie) dużo mniej uciążliwe niż na Rakoń i pokonaliśmy je bez większych atrakcji. A na szczycie musieliśmy się zastanowić, co dalej. Z jednej strony mieliśmy ochotę na kontynuację wycieczki (co wstępnie planowaliśmy), z drugiej – zbierające się chmury i zapowiadane burze zniechęcały nas do tego. Podjęliśmy decyzję o zejściu do schroniska, obiecując sobie powrót na ten szlak wkrótce.

Słów kilka o rowerze

Wypożyczalnia rowerów uatrakcyjniła wyjazd. Bez tego drobnego elementu, musielibyśmy pokonać pieszo dodatkowo około dziesięciu kilometrów, co zmieniłoby znacznie logistykę wycieczki. Co prawda miałem obawy, czy wypożyczalnia działa (a jak tak, to od której godziny…), jednak jak okazało się na miejscu działa i to sprawnie, tj. biorę rower, który zdaję w określonym punkcie nie musząc się o niego martwić. Koszt takiej atrakcji w jedną stronę nie jest wygórowany i zamyka się w kwocie dziesięciu złotych.

Tyle z pozytywów. Niestety jakość rowerów pozostawia wiele do życzenia – nie do końca sprawne przerzutki, trzeszczący łańcuch, piszczące hamulce, rama pokryta prawie w całości rdzą. Widać, że każdy rower ma swoją historię i może być trudno wybrać coś sensownego. Z całą pewnością nie zdecydowałbym się na wypożyczenie, gdyby trasa była bardziej wymagająca.

Na koniec jeszcze komentarz do użytkowników rowerów. Pamiętajmy, że ów szlak jest przede wszystkim szlakiem pieszym, dlatego odpuśćmy sobie szaleństwa!

Galeria

Informacje praktyczne

Trasa

Odcinek Szlak Czas GOT
Siwa Polana – Schr. PTTK na Polanie Chochołowskiej
(rowerem + pieszo)
zielony 1 godz. 00 min 0 / 0
Schr. PTTK na Polanie Chochołowskiej – Grześ żółty 0 godz. 50 min 8 / 3
Odpoczynek na szczycie   0 godz. 15 min  
Grześ – Rakoń niebieski 0 godz. 45 min 5 / 3
Odpoczynek na szczycie   0 godz. 20 min  
Rakoń – Wołowiec niebieski 0 godz. 30 min 3 / 1
Odpoczynek na szczycie   0 godz. 30 min  
Wołowiec – Schr. PTTK na Polanie Chochołowskiej zielony 1 godz. 40 min 5 / 14
Schr. PTTK na Polanie Chochołowskiej – Siwa Polana
(pieszo + rowerem)
zielony 0 godz. 45 min 0 / 0
Rzeczywisty czas przejścia:
Czas ruchu:
Czas postoju:
7 godz. 15 min
5 godz. 25 min
1 godz. 50 min
21 / 21

Mapa trasy
Profil trasy

Dojazd

Możliwości dojazdu do Zakopanego jest wiele. Jedną z najszybszych opcji jest autostrada, jednak tym razem musiałem zahaczyć o Zembrzyce. Więc wybrałem inny wariant – z Katowic drogą 86 na Tychy, następnie drogą 44 na Bieruń, Oświęcim i Zator. Z Zatoru na Wadowice, Suchą Beskidzką i Maków Podhalański drogą 28. I tutaj kolejne urozmaicenie – droga przez Przełęcz Krowiarki (957). W czarnym Dunajcu dojeżdża się do drogi 958 prowadzącej do Chochołowa.

Przewodniki

  • Nyka J.: "Tatry Polskie. Przewodnik". Trawers, 2003
  • Zygmański M., Klimek P., Figiel N.: "Tatry Polskie i Słowackie". Bezdroża, 2008

Mapy

  • "Tatry", skala 1:27 000. Wydanie I, ExpressMap, 2012
  • "Tatry Polskie. Zachodnie i Wysokie", skala 1:20 000. Wydanie I, Agencja Wydawnicza WIT, 2004
  • "Tatry Polskie. Orientacja południowa", skala 1:30 000. Wydanie I, Compass, 2014

Strony warte odwiedzenia

X

Podoba Ci się nasz blog? Dołącz do nas na Facebooku!

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz