Wschód słońca na Pilsku

Rzadko, bo rzadko, ale zdarza się, że nie ja jestem pomysłodawcą, a tym bardziej organizatorem wyjścia w góry. Chyba w kwietniu Jacek dał mi znać, że wybiera się z familią na Pilsko (1557 m n.p.m.) w czerwcu i spytał, czy też się chcemy zabrać. Hmmm… Zachód i wschód słońca na Pilsku zawierał się w naszych planach górskich od jakiegoś czasu, więc czemu mielibyśmy nie skorzystać? Dodatkowo, muszę przyznać, że było to wielce kuszące, aby nie zamartwiać się noclegami, dojazdem i pozostałym kwestiami, tylko być w miarę biernym uczestnikiem :).

Nadszedł w końcu „ten” dzień i pięć osób – Rodzice i Siostra Jacka, Jacek i ja – w towarzystwie psa ruszyło na szlak z Sopotni Wielkiej. W tym wesołym gronie niestety zabrakło Ani, ale termin „przed 20-tym” każdego miesiąca nie jest najlepszy z punktu widzenia osób zajmujących się księgowością.

BloGÓRsfera w Radomiu, czyli pierwsze spotkanie blogerów górskich

Pewnego marcowego dnia otrzymaliśmy wiadomość o mniej więcej takiej treści: „Heloł :) prowadzę bloga „Ruda z wyboru” i wymyśliłam sobie, że zrzeszę górskich blogerów (…) powoli zaczynam organizować spotkanie”, które ma się odbyć w Radomiu. Góry w Radomiu? Zabrzmiało trochę absurdalnie, jednak dla chcącego nic trudnego – za sprawą Gosi, przynajmniej na chwilę udało się to osiągnąć. Zebranie blogerów z całej Polski, piszących o górach, w jednym dniu nie mogło być zadaniem łatwym, ale realizacja była udana – było trochę zabawy i rozmów, trochę prelekcji, trochę wspinaczki. Dzięki temu spotkaniu poznaliśmy osoby, które do tej pory znaliśmy tylko z ekranów komputerowych. Czego chcieć więcej?

Powrót na Stożek, czyli kontynuacja GSB

Pogoda w tym roku pozytywnie zaskakuje. Tak jak w tygodniu bywa różnie, tak w weekendy warunki są odpowiednie do wyruszenia na szlak. Tym razem deszcze i burze były zapowiadane na godziny popołudniowe, więc tak chcieliśmy ułożyć wyjście, aby stosunkowo wcześnie być na dole. Dość długo zastanawiałem się, gdzie iść i w końcu wybór padł na kontynuację GSB, a dokładnie na przejście szlaku ze Stożka na Kubalonkę. Szczerze powiedziawszy ten kawałek nie dawał mi spokoju – niby krótki, jednak dostanie się do schroniska a następnie na przełęcz pochłania kilka godzin, których nijak nie byłem w stanie upchać w kolejnej części prowadzącej do Węgierskiej Górki. A więc w sumie dobrze się to złożyło.

Jedynym minusem całego dnia było to, że szlaki te już kiedyś przeszliśmy, jednak w naszym przypadku taki jest urok Beskidu Śląskiego, który prawie cały przeszliśmy wzdłuż i wszerz – tutaj mały ukłon w stronę Wiecznej Tułaczki, gdyż mamy nadzieję, że w swoich relacjach ze zdobywania Korony Beskidu Ślaskiego wskaże kilka interesujących miejsc, które my jakoś skrzętnie omijamy…

Dogtrekkingowy pobyt u wrót Bieszczadów

Dawno nie biegaliśmy… W tym roku postanowiłem wrócić do zawodów dogtrekkingowych, po trzyletniej przerwie. Dotychczasowe starty wspominam bardzo dobrze pod względem atmosfery, możliwości spotkania fajnych ludzi, czego nie mogą powiedzieć moje mięśnie – dla nich była to katorga, okupiona przez następne dni bólami. Tak to już jest, jak raz na jakiś czas zdecyduję się na bieg, bez praktycznie żadnego przygotowania. Nie polecam! W tym roku ma być inaczej, dlatego starty poprzedziliśmy treningami i dodatkowo na początku zdecydowałem się na dystans około 15 kilometrów, aby się co nieco wdrożyć.

Z widokiem na Tatry z Beskidu Śląskiego. Główny Szlak Beskidzki – pierwsze starcie

Główny Szlak Beskidzki. Któż o nim nie słyszał? Jakoś specjalnie się na niego nie napalamy – w końcu pewnie ponad połowa szlaku jest nam znana, dodatkowo nie jest specjalnie zbyt widokowo – ale chcemy go stopniowo (przynajmniej na tę chwilę) przejść. Warto poznać przecież tę drugą, nieznaną, połowę :).