„Kategoria trudności” – Władimir Szatajew

Kojarzycie nazwisko „Szatajew”? Część z Was pewnie tak, ale myślę, że wielu osobom nic ono kompletnie nie mówi. Sam jeszcze niedawno znajdowałem się w tej drugiej grupie, aż na naszą półkę z literaturą górską, za sprawą wydawnictwa Stapis, trafiła książka „Kategoria trudności” pióra alpinisty Władmira Szatajewa.

Pies w górach. Czy to na pewno dobry pomysł?

Turystyka górska z psem nie jest w Polsce tak popularna, jak u naszych południowych sąsiadów. A szkoda, gdyż jest to wspaniały sposób na spędzenie czasu z pupilem. Gdy decydowaliśmy się na psa, wiedzieliśmy, że z racji naszego zamiłowania do górskich wojaży, pies będzie wędrował z nami.

Babia Góra o wschodzie

Ile można pisać o Babiej? No właśnie :).

Raczony wspaniałymi zdjęciami ze wschodu słońca na Babiej (słow. Babia hora, 1725 m n.p.m.), również uparłem się na takie wyjście. Po pierwszej niezbyt udanej próbie, z której nie przywieźliśmy spektakularnych zdjęć, czaiłem się na dzień, czy też noc, odpowiednią do kolejnego wyjścia. I jak często się zdarza, wszystko wyszło trochę przez przypadek…

„Końca świata nie było” – Anita Demianowicz

Są książki, które czytają się same, które powodują, że zapomina się o tym, co „tu i teraz”. Dobre pióro, ciekawa historia do opowiedzenia, zdjęcia towarzyszące treści (to w przypadku książek podróżniczych) to tylko niektóre z czynników mających wpływ na mój odbiór. A w debiucie Anity Demianowicz, autorki bloga banita.travel.pl, znalazłem to wszystko i trudno było mi się oderwać od lektury.

Jesień na Czerwonych Wierchach

Dzwonek w telefonie przerwał błogą ciszę, trochę zdezorientowany spojrzałem na zegarek – 3:30. No tak, przecież zachciało mi się jechać w Tatry, wykorzystując ostatni dzień zapowiadanej, ładnej pogody. Jutro ma już być biało. Z jednej strony mam nadzieję, że ten śnieg będzie chwilowy, stopnieje i złota jesień powróci na szlaki, z drugiej nie mam zamiaru przegapić dogodnej okazji na wypad. Rok temu, za sprawą choroby, nie udało mi się zobaczyć Czerwonych Wierchów jesienią, więc tym razem motywacja jest bardzo mocna. Upewniłem się jeszcze tylko, czy czasami prognozy przez noc nie uległy jakiemuś gwałtownemu załamaniu, wyszedłem z psiakiem na spacer (jest niesamowity pod tym względem, zawsze zwarty i gotowy, nawet o absurdalnej porze :)), wrzuciłem coś na ząb i niecałą godzinę po pobudce odpalałem silnik. Początkowo do wyjazdu próbowałem namówić Jacka, jednak był nieugięty… Jakoś nie przepada za jednodniowymi wypadami na tatrzańskie szlaki. Skutkiem tego czekała mnie samotna wędrówka.