Powitanie dnia na Skrzycznem

Północ. Czas przerwać ten już prawie dwugodzinny sen. Przeważnie o tej porze kładę się do łóżka, jednak tym razem jest inaczej, bo wymyśliłem sobie powitanie dnia na Skrzycznem (1257 m n.p.m.). Mapy „mówią”, że czeka nas dwuipółgodzinny marsz, więc na szlaku powinniśmy się znaleźć około drugiej, aby przed piątą cieszyć oczy spektaklem. Najwyższy więc czas się zebrać i jechać.

„Psychovertical. Przestrzeń obłędu” – Andy Kirkpatrick

Copperhead, knif, rurp, spit, skyhook i wiele innych pojęć ze świata wspinaczki jest mi całkowicie obca. Pomimo tego zdecydowałem się sięgnąć po książkę „Psychovertical. Przestrzeń obłędu”. W końcu przejście w pojedynkę jednej z najtrudniejszych dróg wspinaczkowych zasługuje na uwagę. Dodatkowo natknąłem się na opinię, że książka jest gratką nie tylko dla miłośników wspinaczki. Taka zachęta jest wystarczająca.

Leskowiec zgubiony w chmurach

Wczesna wiosna kojarzy mi się z zaśnieżonymi szczytami gór będącymi w kontraście z kwitnącymi, zieleniejącymi łąkami w dolinach. I taki obraz chciałem uchwycić na zdjęciach. Dość precyzyjnie wybrałem termin wyjazdu, poprzedzając go wcześniejszą analizą i upewniając się co do pogody. Kierunek nasuwał się sam – albo Pieniny, albo Beskid Sądecki, skąd widać Tatry i morze łąk przed nimi.

„Tatry” – Ferdynand Goetel

Myśląc o tym, jak to w tych górach drzewiej bywało, wyobraźnia nasuwa mi beskidzkie krajobrazy. Wpływ na to mają moje początki z turystyką górską, tak bardzo zakotwiczone właśnie w tych pasmach. Dodatkowo na górskich zdjęciach Rodziców również w przeważającej większości napotykam Beskidy. Tatrzańskie szczyty były mi dość długo obce, a od momentu kiedy zacząłem je poznawać, niewiele się zmieniło. Niemniej zastanawiam się, jak Tatry, czy też Zakopane i okolice, wyglądały kiedyś, dawno, dawno temu.

Zimowe Tatry Zachodnie – Grześ i Rakoń

Piękna zima w górach trwa, co niestety nie idzie w parze z moim zdrowiem. Pierwszy tydzień lutego przechorowałem, a teraz, pisząc te słowa, również zaprzyjaźniam się z łóżkiem i walczę z gorączką. Z tego wszystkiego z bardziej i mniej ambitnych planów udało się zrealizować, tylko i aż, zimową wycieczkę na Rakoń (słow. Rákoň, 1879 m n.p.m.). Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, czy jakoś tak :).