Pilsko. Na wyłączność

Pilsko. Na wyłączność

Czy można nie czuć pełnej satysfakcji z wycieczki, pomimo udanej pogody i realizacji planu? Jeszcze jakiś czas temu odpowiedziałbym, że nie, raczej nie. Dzisiaj, po marcowym wejściu na Pilsko (1557 m n.p.m.), wiem, że to jest możliwe.

Kilkudniowa prognoza pogody była nader optymistyczna, a apogeum miało nastąpić we wtorek. Z mojej strony nic nie stało na przeszkodzie, aby w ów dzień odbyć wycieczkę, mając nadzieję, że widoki będą podobne do tych, których doświadczyłem całkiem niedawno na Wielkiej Raczy (1236 m n.p.m.).

Szybko dotarło do mnie, że były płonne nadzieje. W drodze do Korbielowa, przejeżdżając przez Bielsko, miałem okazję przekonać się, że przejrzystość powietrza nie zachwyca – Skrzyczne (1257 m n.p.m.) było ledwie widoczne. Zacząłem się zastanawiać, czy jakiegoś obiektywu nie zostawić, czy zabrać wszystkie filtry? Rozważania zakończyłem myślą, że może zdarzy się cud i postanowiłem wtargać na górę wszystko, co miałem ze sobą – kompletnie niepotrzebnie :).

Podejście na Halę Miziową ma pewną charakterystykę – niezależnie z której strony się idzie, jest stromo. Ja postanowiłem wzmocnić swoje przekonanie w tym względzie i wybrałem szlak zielony, poprowadzony wzdłuż zjazdowej trasy narciarskiej, która z natury jest prowadzona bardziej stromymi miejscami :). Nachylenie specjalnie mi nie przeszkadzało, znaczy się od momentu, kiedy założyłem rakiety. Już na początku podejścia uzmysłowiłem sobie, że bez dodatkowego sprzętu na nogach szybko się zmęczę – śniegu na dole nie było za dużo (nie było mowy o zapadaniu się po pas), ale trasa narciarska była wyratrakowana, przez co było ślisko. Szło się bardzo przyjemnie, narciarzy nie było za wielu, więc nie przeszkadzaliśmy sobie wzajemnie.

Do schroniska doszedłem dość szybko (swoje zdziwienie wyraziła również Ania podczas rozmowy telefonicznej, konkludując: „już?”). Korzystając z okazji, że w budynku nie było żywej duszy z wyjątkiem obsługi, co zdarzyło mi się tutaj po raz pierwszy, postanowiłem trochę odpocząć przy swojej ulubionej górskiej zupie – żurku.

Pogoda zachęcała do spędzania czasu na zewnątrz, więc nie zwlekałem za długo z opuszczeniem schroniska. W końcu Pilsko czekało, a przed nim, kolejne, strome podejście. Wybrałem czarny szlak, a więc sprawdzony już wariant poruszania się wzdłuż trasy narciarskiej. Tym razem jednak zwolenników białego szaleństwa było zauważalnie więcej, często odnosiłem wrażenie, że wiele osób narty ma po raz pierwszy na nogach, więc musiałem zachować ostrożność :).

Na Pilsku byłem „n” razy, nigdy zimą. I zimowa sceneria bardzo mnie zaskoczyła. Kosówki były schowane pod grubą warstwą śniegu, wystając od czasu do czasu. W tym miejscu rakiety były bardzo przydatne, chroniąc przed zapadaniem się.

Co mnie jeszcze zaskoczyło? Po raz pierwszy na szczycie Pilska byłem całkowicie sam. A ponieważ, jak napisałem na wstępie, zabrałem sporo sprzętu fotograficznego, z którego chciałem zrobić użytek, na wierzchołku przebywałem prawie pół godziny. I podczas tego czasu nikt do mnie nie dołączył. Dopiero podczas schodzenia napotkałem dwóch skiturowców i dwóch piechurów.

Najatrakcyjniejszym miejscem na omawianym obszarze jest oczywiście wierzchołek Pilska. Panoramę z niego bez wątpienia można zaliczyć do najrozleglejszych w całych Beskidach, konkurować może tylko Babia Góra.

„Beskid Żywiecki. Przewodnik”

Sprzętu foto miałem sporo, starałem się go wykorzystać, ale niestety warunki mnie nie rozpieściły. Pomimo dobrej pogody, widoczność była słaba, zamykała się na okolicznych pasmach, a Tatry zaznaczały swoją obecność delikatnym zarysem… No cóż, nie zawsze wszystko musi się udać w 100%.

Po długiej sesji fotograficznej, czas było rozpocząć zejście. Na początku w stronę Hali Miziowej, następnie szlakiem czerwonym, którego dość długo szukałem, na Przełęcz Glinne. Ten fragment drogi nie był przetarty w ogóle, więc ponownie cieszyłem się z rakiet. Zejście dłużyło się niemiłosiernie, a jak już dotarłem do przełęczy, zostały ostatnie trzy kilometry – asfaltem. Odpowiednio zmęczony, po ponad sześciu godzinach zakończyłem wycieczkę.

Dlaczego o pełnej satysfakcji z wycieczki nie może być mowy? Turystycznie wszystko było ok, ale fotograficznie zabrakło tego czegoś….

Żurek na szlaku

Hala Miziowa obecnie serwuje bardzo przyzwoite posiłki. Tytułowemu żurkowi co prawda brakuje do tego, co dostaniemy między innymi na Lipowskiej, ale nie można powiedzieć, że jest on zły. Zjadłem go ze smakiem.

Galeria

Informacje praktyczne

Trasa

Odcinek Szlak Czas GOT
Korbielów Kamienna – Hala Miziowa zielony 1 godz. 40 min 14 / 7
Odpoczynek w schronisku   0 godz. 30 min  
Hala Miziowa – Pilsko czarny 0 godz. 50 min 4 / 2
Odpoczynek na szczycie   0 godz. 25 min  
Pilsko – Hala Miziowa czarny 0 godz. 25 min 2 / 4
Hala Miziowa – Przełęcz Glinne czerwony 1 godz. 45 min 6 / 10
Przełęcz Glinne – Korbielów Kamienna
(3 km)
bez szlaku 0 godz. 35 min 3 / 4
Rzeczywisty czas przejścia:
Czas ruchu:
Czas postoju:
6 godz. 10 min
4 godz. 30 min
1 godz. 40 min
29 / 27

Mapa trasy
Profil trasy

Dojazd

Dojazd do Korbielowa zajął mi dwie godziny, przy czym niecałe pół godziny stałem na przed rondem w Żywcu. Ale po kolei. Z Katowic kierujemy się przez Tychy na Bielsko-Białą (droga 86), gdzie wjeżdża się na drogę S69, prowadzącą prawie do Żywca. Na wspomnianym rondzie kierujemy się na drogę 945 prowadzącą do Korbielowa.

Przewodniki

  • Figiel S., Janicka-Krywda U., Krzywda P., Wiśniewski W.: "Beskid Żywiecki. Przewodnik". Oficyna Wydawnicza "Rewasz", Pruszków 2009
  • Figiel S., Niedźwiedź A., Stańczyk W., Warzecha A.: "Beskid Żywiecki i Makowski. Praktyczny przewodnik". Pascal, 2000

Mapy

  • "Beskid Żywiecki". Wydanie V. Skala 1:50 000, Wydawnictwo Kartograficzne Compass, Kraków 2009

Strony warte odwiedzenia

X

Podoba Ci się nasz blog? Dołącz do nas na Facebooku!

Udostępnij
+1
Tweetnij
Przypnij