Pierwsze kroki ze ski-touringiem

Pierwsze kroki ze ski-touringiem

Ski-touring „chodził” mi po głowie od dłuższego czasu, a ostatnio zacząłem o tym głośno mówić. Góry zimą mają swój urok, przez co przebywanie w nich o tej porze roku dostarcza wielu wrażeń. Podczas wędrówek pieszych, czy też na rakietach, zawsze pojawia się myśl – fajnie byłoby stąd zjechać. Postanowiłem tę myśl przekuć w rzeczywistość i spróbować swoich sił w „foczeniu”. A ponieważ wychodzę z założenia, że na początku warto skorzystać z pomocy instruktora, skontaktowałem się z Justyną Żyszkowską, która zgodziła się wprowadzić mnie w tajniki tej formy turystyki.

Budzik o 4:30 oznaczał jedno – czas wstawać. W końcu o 8:30 byłem umówiony w Zakopanem. To był jeden z tych budzików, który nie przeszkadza, który powoduje, że z radością wstaję z łóżka. Wygramoliłem się i ruszyłem w podróż, która z powodu niedospania niestety trochę mi się dłużyła – po drodze musiałem wypić kawę, aby całkowicie dojść do siebie. Ta nieplanowana przerwa nie wpłynęła na moją punktualność i o czasie zameldowałem się na miejscu.

Żleb Marcinowskich

2 marca 1956 r. zeszła lawina, która zniszczyła dwa znajdujące się na Niżniej Goryczkowej Równi schroniska. Zginęło pięć osób: gospodarze schroniska (Zofia i Władysław Gąsienicowie-Marcinowscy) oraz trzech żołnierzy WOP. Obecnie jednak lawiny schodzą rzadko. Jak podaje Władysław Cywiński, górną częścią żlebu schodzą rzadko, a dolną raz na kilkadziesiąt lat.

Źródło: wikipedia

Po dobraniu dla mnie sprzętu mogliśmy rozpocząć właściwą wycieczkę. Ponieważ był to mój pierwszy styk ze ski-tourami, wycieczka nie była zbyt forsowana – miała za zadanie zachęcić mnie do częstszego zakładania nart. Wyszliśmy z Kuźnic, podchodząc szlakiem narciarskim do schroniska na Hali Kondratowej zapoznałem się z podstawowym krokiem, zakładaniem śladów, czy też zakosami, będącymi pomocną techniką podczas pokonywania bardziej stromych stoków. Po krótkiej przerwie w schronisku, ruszyliśmy dalej – w stronę Doliny Goryczkowej przecinając Żleb Marcinowskich i dalej do Doliny Pod Zakosy, gdzie zaczęło wręcz niemiłosiernie wiać. Dość szybko zapadła decyzja, że nie będziemy podchodzić pod Kasprowy, tylko stąd rozpoczniemy zjazd.

Jeszcze nie byłem tego świadom, ale właśnie rozpoczęła się najtrudniejsza (przynajmniej dla mnie) część wyprawy. Dość szybko nogi dały mi do zrozumienia, że zjazd potrafi być bardzo męczący, więc chwilami błagałem o mniejsze nachylenie stoku, aby nogi mogły choć chwilę odpocząć. Nie ukrywam, że takiego obrotu sprawy się nie spodziewałem :). Dzielnie podążałem za instruktorką, przyrzekając sobie poćwiczyć nad siłą i wytrzymałością swoich ud.

Justyna okazała się świetnym instruktorem, przewodnikiem. Czas bardzo szybko leciał, dowiedziałem się wielu rzeczy i z całą pewnością polubiłem tę formę turystyki.

Galeria

Informacje praktyczne

Trasa


Mapa trasy
Profil trasy

Dojazd

Najszybciej do Zakopanego dostaniemy się autostradą A4, następnie droga numer 7 (popularną Zakopianką). Można wybrać warianty bardziej urozmaicone (np. przez Zawoję, Wadowice), kosztem czasu (w przypadku dużego ruchu te warianty alternatywne, omijające autostradę, często okazują się znacznie szybsze).

Przewodniki

  • Nyka J.: "Tatry Polskie. Przewodnik". Trawers, 2003

Mapy

  • "Tatry", skala 1:27 000. Wydanie I, ExpressMap, 2012
  • "Dookoła Tatr. Mapa narciarska", skala 1:100 000. Wydanie II, Sygnatura, 2007/2008

Strony warte odwiedzenia

X

Podoba Ci się nasz blog? Dołącz do nas na Facebooku!

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

Powiadom o
avatar
wpDiscuz