Weekend w Tatrach. Drogą Jordana na Łomnicę

Weekend w Tatrach. Drogą Jordana na Łomnicę

Nastał długo wyczekiwany dzień. Wyczekiwany przeze mnie (i myślę, że przez Jacka również), trochę mniej przez Anię… Wyczekiwany z kilku powodów – trochę dłuższy weekend, co zawsze cieszy :); zapowiadana idealna pogoda na całe najbliższe trzy dni; i wreszcie zaplanowana wycieczka na Łomnicę. Żyć, nie umierać!

Zeszłoroczna trasa w Tatrach Wysokich przez Durny Szczyt (słow. Pyšný štít – 2623 m n.p.m.) nie została zrealizowana w stu procentach. Wtedy nie podjęliśmy próby wejścia na Łomnicę (słow. Lomnický štít – 2634 m n.p.m.), więc w tym roku przyszedł czas na wyrównanie rachunków :). Zdecydowaliśmy się na drogę z Doliny Pięciu Stawów Spiskich (słow. kotlina Piatich Spišských plies) tak zwaną „Jordankę”.

Strategia z noclegiem w schronisku Téryego (słow. Téryho chata) w zeszłym roku się sprawdziła, więc postanowiliśmy ją powtórzyć, pomimo sporych kosztów (w tym roku za nocleg wraz ze śniadaniem dla jednej osoby zapłaciliśmy 26 euro. Jak widać, tego rodzaju wycieczek nie można zaliczyć do niskobudżetowych, całkowite koszty są naprawdę spore). Za owym noclegiem przemawia kilka kwestii, przede wszystkim możliwość odbycia ciekawej wycieczki dzień przed wejściem na „większy” szczyt i możliwość wyspania się, a nie wstawanie przed czwartą rano. Dość celowo ominąłem słowo „odpoczynek”, gdyż jakoś nie mam szczęścia do tego schroniska. Oszczędzę Wam szczegółów :), wspomnę tylko, że nijak nie jest dane mi się tam wyspać. Tak było rok temu, tak było i teraz…

No ale zanim podjęliśmy próbę wyspania się w schronisku, musieliśmy się tam dostać. Aby rozgrzać rozleniwione mięśnie zdecydowaliśmy się drogę z Tatrzańskiej Łomnicy (słow. Tatranská Lomnica) za szlakami niebieskim do Doliny Zimnej Wody (słow. Studená dolina), a następnie znanym nam już szlakiem zielonym, tym samym trochę urozmaicając trasę z zeszłego roku. Droga nie jest wymagająca, ale upał nieźle dawał nam w kość. Szczęśliwie po drodze mija się schronisko Zamkowskiego (słow. Zamkovského chata), gdzie można napić się czegoś zimnego. Zdecydowaliśmy się na głównego konkurenta coli i pepsi na Słowacji, czyli kofolę, za którą jeszcze kilka lat temu nie przepadałem, ale z wiekiem zmienia się poczucie smaku :).

Z przewodnikiem, Ryszardem Gajewskim, umówieni byliśmy następnego dnia, przed godziną 7:00. Przyszedł czas na wyposażenie nas, czy też raczej nasze plecaki, w niezbędny ekwipunek, czyli uprząż i kask i rozpoczęcie właściwej wędrówki. Podyktowane przez przewodnika tempo było dość szybkie (przynajmniej dla mnie), ale nie męczące, więc szło się dobrze. Zanim się obejrzałem znaleźliśmy się w terenie, w którym przyszedł czas na ubranie, noszonego do tej pory w plecaku, sprzętu. Przed nami był Klimkowy Żleb, rozpoczynający drogę Jordana.

Początkowo szliśmy lewym brzegiem żlebu, wspinając się na Wyżnią Poślednią Przełączkę (słow. Jordánova štrbina). Z każdym metrem widoki były coraz ciekawsze – zarówno te w górę, jak i te w dół. Po dłuższej wspinaczce, przeszliśmy na stronę Miedzianej Kotliny (słow. Medená kotlin), gdzie otworzyły się nowe widoki. Tego dnia pogoda zdecydowanie nam sprzyjała. Pokonując kolejne półki, od czasu do czasu wyposażone w klamry i łańcuchy, zbliżyliśmy się do Komina Franza, w którym przy dużej ekspozycji szybko zdobywaliśmy wysokość. Z każdym kolejnym krokiem byliśmy coraz bliżej upragnionego szczytu, a w okolicach 10:00 pokonaliśmy ostatnią przeszkodę w drodze do góry – balustradę. Usłyszane słowa „respekt” wypowiedziane przez osoby będące na platformie dodały kilka punktów do zadowolenia z osiągnięcia :).

Panorama z Łomnicy Panorama z Łomnicy

Przyszedł czas na zasłużony odpoczynek, podczas którego przez jakiś czas mogliśmy podziwiać panoramę Tatr. Przez jakiś czas, gdyż pogoda pokazała pazur i nagle zewsząd pojawiły się chmury, zmuszające nas do ruszenia się z miejsca. Czekała nas droga w dół, czyli w kierunku, za którym ja nie przepadam.

Ze szczytu schodziliśmy w kierunku Łomnickiej Przełęczy (słow. Lomnické sedlo – 2190 m n.p.m.), korzystając od czasu do czasu z łańcuchów, które… spowalniały nasze tempo i wydawały się przeszkadzać. Nie, nie chodzi tu o zbyt dużą pewność siebie, po prostu przy dobrej pogodzie (tak, tak – wiatr przewiał chmury), idąc w dół, nie zawsze sztuczne ułatwienia są potrzebne. Z przełęczy doszliśmy do górnej stacji kolejki wyciągu krzesełkowego, którym zjechaliśmy do schroniska Łomnickiego (słow. Skalnatá chata) i dalej zeszliśmy nudnym zielonym szlakiem do Tatrzańskiej Łomnicy.

Słów kilka o przewodniku

Tym razem wybierając przewodnika zdecydowałem się na osobę znaną, której większości nie trzeba przedstawiać – Ryszarda Gajewskiego. Zeszłoroczna usługa przewodnicka nie do końca wypaliła, więc tym razem szukałem kogoś innego… Od pierwszego kontaktu z Panem Ryszardem wiedziałem, że tym razem wybór był trafny. Zdecydowanie polecam!

Żurek na szlaku

Tym razem spożywaliśmy raczej własny prowiant, obyło się bez żurku :). Warto jednak wspomnieć o napojach w Terince, gdzie wypiliśmy fantastyczny bylinkovy czaj, czyli herbatę ziołową serwowaną w tatrzańskich schroniskach, która wszędzie smakuje inaczej :). Drugim napojem było fatalne piwo. W sumie cieszyłem się, gdy już go skończyłem ;).

Galeria

Informacje praktyczne

Trasa

Odcinek Szlak Czas GOT
Dzień 1
Tatrzańska Łomnica – Schronisko Téryego
(12.5 km, 1250 m)
niebieski
zielony
4 godz. 30 min 24 / 12
  4 godz. 30 min 24 / 12
Dzień 2
Schronisko Téryego – Łomnica
(4.0 km, 850 m)
brak 2 godz. 55 min 12 / 4
Odpoczynek na szczycie   0 godz. 45 min  
Łomnica – Tatrzańska Łomnica
(8.1 km)
brak
zielony
3 godz. 20 min 8 / 25
  7 godz. 05 min 20 / 29
Rzeczywisty czas przejścia:
Czas ruchu:
Czas postoju:
11 godz. 30 min
7 godz. 10 min
4 godz. 20 min
44 / 41

Mapa trasy
Profil trasy

Dojazd

Możliwości dojazdu do Zakopanego jest wiele. Jedną z najszybszych opcji jest autostrada, na którą tym razem się zdecydowaliśmy. Było szybko do… Białego Dunajca, gdzie niestety obecnie trwają roboty drogowe, znacznie przedłużające dojazd. Następny korek spotkał nas przed Poroninem, gdzie odbiliśmy na Łysą Polanę uciekając ze zgiełku samochodowego.

Przewodniki

  • Jaćkiewicz L.: "Nieznane Tatry, Przewodnik wysokogórski. Tom I". Wydawnictwo Góry, 2007
  • Nyka J.: "Tatry słowackie. Przewodnik". Wydawnictwo Trawers, 2008

Mapy

  • "Tatry Wysokie i Bielskie. Polskie i Słowackie", skala 1:30 000. Wydanie I, ExpressMap, 2012
  • "Tatry Wysokie", skala 1:25 000. Wydanie I, Sygnatura, 2008

Strony warte odwiedzenia

X

Podoba Ci się nasz blog? Dołącz do nas na Facebooku!

Dodaj komentarz

6 komentarzy do "Weekend w Tatrach. Drogą Jordana na Łomnicę"

Powiadom o
avatar
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy
Wieczna Tułaczka

Droga fajna, jak wiesz Łomnica chodziła mi po głowie, ale pogoda nie taka była jak trza. ;) Gratulacje :) No i jesteś kolejną osobą, która wpomina o szybkim tempie w towarzystwie przewodnika – to mi się nie podoba. Odnoszę wrażenie, że nie ma wtedy czasu na małe odpoczynki, na zdjęcia… A dla mnie zrobienie 5 zdjęć na krzyż podczas wycieczki to tortura! :D

Powiedz mi jeszcze jak wyglądają łańcuchy na trasie Łomnica – Łomnicka Przełęcz?Kolega był pod koniec sierpnia i mówi, że wiele z nich zostało zdjętych, zupełnie jak na Baranich Rogach. Faktycznie brakuje żelastwa czy tam zamontowali nowe?

Jarek
Z tym tempem w towarzystwie przewodnika to myślę, że można się dogadać jakoś, ale rzeczywiście, jest zawsze dość szybkie. Podczas tego przejścia było sporo możliwości na zrobienie fotek, ale zdecydowanie nie było opcji, aby „szukać” ujęcia. Przy dobrej pogodzie często nie ma potrzeby korzystać z łańcuchów na trasie Łomnica – Łomnicka Przełęcz, poważnie. Jak skała jest sucha, to spokojnie można przejść nie dotykając 70% żelastwa, a obserwując innych turystów korzystających z tych ułatwień mam wrażenie, że moje kroki były dużo pewniejsze. Pewnie przy gorszej przyczepności podłoża nikt by mnie od łańcuchów nie odczepił :), ale szczęśliwie nie musiałem tego sprawdzać.… Czytaj więcej »
Red-Angel

Gratuluję wejścia na Łomnicę :) I to ciekawszą drogą niż ta najprostsza od Łomnickiej Przełęczy.
Jak oceniasz trudności w żlebie prowadzącym na grań? Są w nim jakieś ułatwienia?

Kofola jest super, ale faktycznie często początkowo nie smakuje, dopiero po którejś próbie. Dobrze, że przekonałeś się do tego napoju :P Na szczycie Łomnicy niestety go nie maja w ofercie :(

Jarek

Dziękuje :).

Pomimo braku ułatwień w żlebie, nie jest to trudna technicznie droga. Z mojej perspektywy najtrudniejsze były spadające kamienie (jakoś dziwnie tam uciekają spod nóg) – warto odczekać, aż grupa przed znajdzie się już na grani.

Zgadzam się, kofola jest super. Co racja, to racja. Chyba się uzależniłem :)

Red-Angel

Spadające kamienie to częsty towarzysz w Tatrach. Trzeba się przyzwyczaić, chociaż lepiej jak nic nie leci ;)

Jarek

Tak, tak, częsty towarzysz.

Podczas tej wycieczki było ich jakoś dziwnie więcej, na tyle, że zapamiętałem. Szczęśliwe nikt przed nami nie szedł, a grupa za nami była w sporej odległości…

wpDiscuz